21 lutego 2025

Czuję, że zamykam swój entuzjazm na ludzi

     Czuję, że zamykam swój entuzjazm na ludzi, bo zawsze tak bardzo kochałam dzielić się tym co rysuję, a teraz zmuszam siebie, by tego nie robić. Wiem, że to wszystko jest w dobrej sprawie, ale czasami czuję się jak takie typowe dziecko, które uśmiecha się, bo nie może się doczekać gdy tylko podzieli się tym fajnym rysunkiem, który zaraz skończy z innymi... Ale niestety te dziecko zostaje uciszone, pozbawione swojego entuzjazmu przez hardego, bezuczuciowego dorosłego, który nie wie co to kompromis. Bo sama sobie to zrobiłam, wiedząc, że podziękuję za to za jakiś czas. Za jakiś.

    Jestem za minimalizmem cyfrowym, nie chce mieć social mediów i będę wierna sobie... Nawet mówiłam o tym wszystkim mojej psychoterapeutce, to pod koniec sesji powiedziała, że dzisiaj bardziej to ona czuła się jak pacjent... Bardzo lubię z nią rozmawiać, sądzi że jestem naprawdę fascynującą osobą, a usłyszenie czegoś takiego od psychologa równa się tym, że myślisz, że jesteś pierdolniętym przypadkiem w historii psychologii. No ale wracając - jestem sobie wierna, tak, ale to też nie jest dla mnie łatwe. W moich wpisach na temat mojej podróży z minimalizmem cyfrowym staram się ukazać też te... Ciemne strony, ale prawdziwe. Nie tylko to co każdy mówi, że przestał mieć Instagram'a i się oduzależnił od internetu po 7 dniach, już zdążył poznać 20 nowych osób a w tym księdza z Twojej parafii, a teraz jest milionerem z 5 milionowym zyskiem miesięcznym... Bo przestał mieć social media. Nie. Moja podróż jest wyboista i sama siebie często zawiodłam. Bardzo często.

    Mimo mojego gadania i wyglądania na najbardziej zdyscyplinowaną osobę, nie jestem nią. Ciągle naginam swoje zasady, ciągle mam poczucie, że nie obchodzi mnie nic... By tylko sięgnąć po rozrywkę. NIe jestem idealna, ale mnie to trochę wewnętrznie boli. Boli to tego mojego dorosłego kata, który pokazuje mi jaka jest naprawdę rzeczywistość, gdy tylko zdejmę moje różowe okulary, z którymi się urodziłam. To proces, a mój trwa już prawie 3 lata. Tak naprawdę, to ja dopiero zaczynam. Tak, po 3 latach.

    Ale też znów wracając, czasami mam poczucie, że sama robię sobie źle, że sama się katuję i jestem na siebie zła... Ale są to momenty słabości, które głównie objawiają się absencją... Po prostu zabijam swój entuzjazm społeczny. Bo i tak nie mam z kim się podzielić tym, co kocham.

    O wiele łatwiej mi idzie z moją drogą, by rysować dla siebie - i tak, pokonałam ją w dobrych 70-80% i teraz cieszę się z procesu i znalazłam to co naprawdę w rysowaniu mnie uszczęśliwia - nie myśle teraz zawsze o ludziach gdy myśle co narysować - czy ta poza będzie dziwna dla innych? Czy ktoś odbierze ten rysunek inaczej, niż powinien? Itp. Itp. Nigdy nie wiedziałam, że miałam wewnętrzne myśli tego typu (czy ten rysunek będzie społecznie akceptowalny?), dopóty dopóki nie przestałam rysować dla social mediów. Jednak nie zrozumcie mnie źle - można się nauczyć takiego myślenia, ale wciąż czuć entuzjazm i chęć dzielenia się tym co kochamy! Jesteśmy tylko istotami ludzkimi, tym bardziej jeżeli naturalnie mam w sobie sporo ekscytacji i ... braków w czułości, czy aprobacie. To normalne, że mimo że rysuję dla siebie i tylko siebie, to wciąż mogę być dumna z czegoś i będę chciała swoje ogromne szczęście ukazać... Ale nie mam gdzie to zrobić. Nie mam gdzie pokazywać swoje szczęście, z wiedzą, że na prawdę je komuś pokażę. Nie lubię pokazywać rzeczy do ściany.

    Z tych wszystkich powodów stwierdziłam, że w końcu moim miejscem powinien być mój drugi blog - bo taką miał mieć funkcję, czyż nie?

    No tak, ale z nim problem był taki, że gdy go zrobiłam, to wyglądał... Pusto. Miało to być moje zwykłe portfolio na białym tle i tyle. Takie... Profesjonalne. Jednak ten profesjonalizm zabił mnie i moją osobowość, bo wyzbyłam się siebie, pokazując swoje prace. To tak, jakbym wystawiała bez kontekstu ani niczego swoje rysunki w jakimś pustym muzeum sztuki nowoczesnej (w pięknej warszawskiej, obleśnej bryle), kryjąc się za płótnami. Po prostu wstawiałam obrazki i tyle. Nic wielkiego i nic specjalnego.

    I po dłuższym rozmyślaniu zdecydowałam się zmienić tę stronę... Teraz ma ona swój własny motyw, niemalże odwrotny do tego co jest tutaj (tak strasznie podoba mi się baner tej strony z Irmesem w tle) To dlatego, że chciałam pobawić się innym stylem, który przez chwile chciałam mieć na tym właśnie blogu. Muszę powiedzieć, że równie teraz podoba mi się wygląd tego blogu jak i tamtego, więc dla mnie to już połowa sukcesu. Drugą stroną tego wszystkiego jest to, że będę dopisywać teraz jakieś tło na temat rysunków, które wstawiam - wiem, że już dodałam wszystkie rysunki mojego autorstwa od 2021 roku... Dlatego będę musiała to nadrobić... Ah... :<

    Na moim odnowionym blogu, https://vinandler.blogspot.com/ będę teraz pisać więcej o moich rysunkach, o historiach za nimi... Po prostu stricte o  mojej twórczości i OC. Tak - to będzie MÓJ i wyłącznie mój Instagram, stworzony po mojemu... Bo tak bardzo tęsknię za starym Instagramem, nie?

Farawell!
XOXO,

Vin

8 lutego 2025

Gdy twórca płacze nad twórczością

     Miło jest widzieć łzy i emocje tych, którzy oglądają Twoją twórczość, ale nic tak nie doprowadza do rozterki jak łzy nad tym co się stworzyło. To takie jedne momenty, w którym nagle przypominam sobie, że mam uczucia i czuję coś oprócz irytacji i rozbawienia w życiu. Tak jakby dopiero w takim momencie dochodziło się do refleksji, że "to co tworzę może w kimś wzbudzić emocje"... Jeżeli wzbudziło je aż we mnie.

    Dwa razy w życiu tylko płakałam nad swoimi oc. Nawet nie można nazwać tego jako płakanie, bardziej po prostu rozczulenie się, ze łzami lecącymi gdy Ty uśmiechasz się i zastanawiasz "oj, Ty głupiutka....Co tym razem?". Pierwszy raz miałam coś takiego nawet nie aż tak dawno. Z rok? Półtora roku temu? Chyba był wieczór i rysowałam Itimeira i Katamenosa... Czy... Czytałam coś z nimi. Pamiętam tylko obraz tej sceny, a nie co to było dokładnie. I nagle po prostu rozczuliłam się, bo tak ich kocham i są dla mnie tacy specjalni... Tak po prostu.

    Ostatnio (no dobrze, dziś) drugi raz się coś takiego zdarzyło... Pisałam fragment opisu postaci Itimeira (21 000 słów, going strong) i doszłam do momentu przepisywania od nowa jego osobowości przed śmiercią... I... Po prostu poczułam, że mam łzy w oczach. Dodatkowo miałam "My Love" polnalyubvi w tle - piosenkę tak pasującą do tego wszystkiego.

    Ten fragment nawet nie był aż tak wzruszający... Tak, jest smutny, ale mam tyle innych emocjonalnych rzeczy.. A mój mózg po prostu uznał, że no dobrze Vin, zobacz co Ty tworzysz.

"During Black era (near Itimeir’s death, after he had cut his hair) Itimeir’s pretty reserved and dissociated from his emotions, getting used to them just almost not existing in him in reality. He had experienced derealisation, making him seemingly accept his death after a time of being emotional about it. The god didn’t want to die in a bitter way - he wished to present himself as quiet, calm and gentle. Itimeir wanted others - in this situation Katamenos and Irmes - to take the joy that he had already lost, he didn’t want them to carry the burden of his own life anymore. Even if Itimeir knew he’s going to break the hearts of the two most important creatures in his life, he knew he that they will suffer more than he ever will in his afterlife (despite his supposed punishment being like 10 times worse in fact), therefore he wished to leave the last images of him as a gentle Itimeir, soothing their grief with his acceptance. While Katamenos was panicking and being anxious about loosing the god till the eternity, being left by the only creature that had ever given him safety and care, Itimeir just held him in silence, with a smile that tried to tell the human that „I will be there somewhere, still”. 

It was true that Itimeir never cried close before his death. It seems like he reserved all the crying for both his best friend and the lover, wanted to please and soothe them as much as he could before completely vanishing even spiritually. Itimeir knew that by being his best, genuine self he could give himself one last shine before eventually committing suicide."


Farawell!
XOXO,

Vin