31 grudnia 2024

🎉 2024 - RECAP.

     SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

   W 2024... Zrobiłam wiele, jak i niewiele. Moja lista zrobiona aż rok temu mówi o tym co nieco.

    W tym roku z z 10 punktów, osiągnełam 6. Połowa! I tak jestem z siebie dumna, że cokolwiek mogłam skreślić. Niektóre z nich zaznaczałam z wahaniem, albowiem albo do nich doszłam niedawno, albo nie jestem kompletnie pewna czy tak jest. Punkt z social mediami skreśliłam, bo zdeaktywowałam Instagrama i nie mam innych social mediów, które używałabym na telefonie. Uznajmy, że mi się udało!

    Oprócz studiów jako sukcesu, osiągnełam też lekką... Kontrolę nad sobą i kontrolę nad tym, co uważam. Dużo zaczeło mi być obojętne w dobrym sensie - o dużo innych sytuacji jestem spokojna, bardziej opanowana... Dorosła.

    Sama pojechałam rano tramwajem w środek tygodnia na badania przy Placu Wolności.. A w tym na pobranie krwi - mój jeden z większych lęków. Byłam naprawdę z siebie dumna! A to tylko mój początek dumy... Ale i małego nieszczęścia.

    Tak dużo przeżywam zmianę. Tęsknię za domem - gdy tylko widzę w oknie pociągu Mazowsze (tak, zawsze czuje kiedy już jestem po drugiej stronie granicy województw), czuję dziwną ulgę po napięciu, który nie wiedziałam, że trzymałam te 2-3 tygodnie kiedy byłam w nowym "domu". Tęsknię za miastem, którego nie lubię, za pokojem... Za przestrzenią. Za tymi wieczorami z rodzicami, których już możliwe, że nigdy nie spędzę. Tęsknię za śmiechem innych ludzi w pokoju obok, dźwiękiem telewizora, psa. Zawsze gdy wracam do domu to powrót do Łodzi jest jak za karę. Jakbym musiała tam być. Ale takie ma być życie.

    W tym roku wróciłam i zaczełam nowe hobby. Zaczełam regularnie (dość) i z chęcią pisać w dzienniku, zaczełam prowadzić większą parą tego bloga :)), zmieniłam nieco moje myślenie o rysowaniu, wróciłam do pisania!,wróciłam również jako tako do malowania olejnego, zaczełam swój pierwszy obraz, który nie jest kopią innego artysty. Nauczyłam się szydełkować.. I nie tylko.

    Moje archiwum uniwersum się poszerza. Piszę i rozwijam wszystko powoli, ale solidnie... Za jakiś czas, Irmes będzie miał skończony plik, liczący ok. 25 000 słów i 50 kartek a4. Jestem dumna ze swoich oc i z siebie, że zmieniły się one ze mną. Nigdy w życiu nie miałam tak personalnych postaci, tak zżytych ze mną.

    Jestem dumna z siebie, bo ciągle jestem nową osobą. Co rok jestem nowym człowiekiem, pełniejszym siebie i każdej cząstki wszechświata.

    Mimo, że straciłam ważne osoby, zaczęłam stawiać granice, zaakceptowałam kogoś odejście (a długo nie mogłam tego zaakceptować, wracałam do rozmów itp.). Może myślałam, że mój nowy start będzie barwniejszy, jednak był wystarczający - nauczył mnie wiele. Mam czas na nowych ludzi, bo ranki zaczęły być łatwiejsze, mimo że wieczory nie zawsze bywają.

    Tak - jestem nową osobą. Jednak potrzebuję większych postępów, na które jestem gotowa w 2025 roku. 2024 rok był rokiem przejściowym, work in progress, przygotowaniem do finalnego 2025 roku, w którym osiągnę swoją zmianę na najlepszą wersję siebie.

 

To będzie dobry rok.

 

Farawell!
XOXO,
Vin

30 grudnia 2024

Zdezaktywowałam Instagrama

     Rozumiem, że będzie to mała aktualizacja jeżeli chodzi o mnie. A więc tak - zdezaktywowałam Instagrama i nie - nie zablokowałam nikogo, po prostu nie ma mnie, bo... Tak zdecydowałam. A tak naprawdę zdecydował mój wieczorny impuls, przy którym biło mi trochę szybciej serce, bo bałam się, że już nie odzyskam tego konta. Wchodziłam na jakies 10 wątków na Reddit'cie patrząc, czy ktoś miał problem w ostatnich miesiącach z zalogowaniem się z powrotem itp.

    Nie pomyślałam nawet by to zrobić, a powinnam była. Jednak jakoś mi tak... Dziwnie. Ale dziwnie dobrze. Może powinnam napisać to później troszkę i wciąż chyba to zrobię, ale... To taki post informacyjny.

    To naprawdę był impuls. Mimo, że telefonu nie ruszam od tygodnia, ciągle jest wyładowany lub wyłączony, to wciąż zaglądam (lub zaglądałam) na Instagrama przez komputer. Była to dobra opcja bez reelsów, ale z relacjami itp. Jednak... Wciąż tam zaglądałam i wciąż wracałam do Instagram'a, niekiedy znów instalując aplikację na telefon, by coś tylko wrzucić, a później tylko patrzeć i obserwować, kto i jak na to zareagował, dosłownie jak loteria dopaminy.

    A więc tak - nie zablokowałam nikogo nigdzie. Po prostu nie ma mnie.

 

    Wciąż jednak, gdy o telefonie zapominam, to jestem uzależniona od YouTube/laptopa... :) A ta praca, zależy już ode mnie, nie od social mediów. Dążę do samokontroli.

Prezenty świąteczne

Farawell!
XOXO,
Vin

18 grudnia 2024

Look z 18/12/2024r.

 Hej, hej! Dawno nie było look'ów :) A więc dzisiaj powrót - outfit na wypad na otwarcie galerii.

 
To jedyne zdjęcie, które wygląda dobrze! Ale widać w nim wszystko co potrzeba.
 
W tym, że cały outfit to:
Zwykła brązowa bluzka z dekoltem okrągłym, krótki sweter zapięty tylko na 3 z 5 guzików, spódnica z koła i pod nią prosta halka/podszewka (obie rzeczy uszyte przeze mnie!) i......

MOJE NAJUKOCHAŃSZE UGGI Z KOKARDKĄ !! <3 <3 <3 

Ahhh, to chyba jedne z moich ulubionych butów, tak wygodne, cieplutkie... Ładne... Co za dziwna sprawa, że ludzie kupują teraz buty na jeden sezon za 150 zł, zamiast kupić jedne, porządne na kilka sezonów... :P

Chciałabym zacząć pisać dla mnie personalny trochę post, na początku uznałam, że nie będę go pisać, ale po miesiącu uznaję, że w końcu jestem chyba gotowa! Zobaczymy.

Farawell!
XOXO,
Vin

11 grudnia 2024

ITIMENOS - zrujnowani

A więc- post o Itimenosie. = )

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Wstęp

Pomimo tego, że przeszli przez wiele toksycznych sytuacji wobec siebie nawzajem, nadal starali się popchnąć swój związek do przodu. Ich historia ma pokazać kwestię dwojga psychicznie okaleczonych, lecz zakochanych osób, próbujących sprawić, by ich związek działał po to (ale i nie tylko!), by poczuć się lepiej psychicznie. Mogliby do siebie idealnie pasować, ale ich stan psychiczny sprawia, że nie są w stanie być razem, nie raniąc się nawzajem i nie stając się jednocześnie ofiarami. Byli moim pierwszym shipem, który stworzyłam w tym uniwersum, także od początku nie mieli być szczęśliwi, chciałam, żeby ta relacja jakkolwiek działała, nawet jeśli wydawali się toksyczni... Po latach podjęłam próbę złożenia ich związku w coś naprawdę realnego.

Zasada jest taka: jeśli żadne z nich nie zacznie nad sobą pracować, to przez większość czasu będą się nawzajem ranić. Na szczęście pod koniec historii (lub w połowie ich związku) stali się znacznie zdrowsi, a Katamenos stał się lepszą osobą, ucząc się od Itimeira jak być mniej surowym i jak otworzyć własne serce.

Dlatego też chcę skupić się na pozytywnych aspektach ich związku - przez lata trzymałam się w pułapce myślenia o nich jako o smutnej, tragicznej miłości, ale chciałam to zmienić, ponieważ miało to wpływ również na mnie. To znaczy - wolę myśleć o ich pozytywnym okresie związku, nawet jeśli mieli zły początek!

Chyba muszę też o tym wspomnieć - to był mój pierwszy comfort ship i pierwszy ship w którym jakkolwiek się naprawdę zaczęłam angażować (nawet w fandomach) - zaczynając moją "karierę" pisarską właśnie z nimi! Przełamałam swoje bariery w rysowaniu romantycznych interakcji właśnie z nimi... I... Nie tylko romantycznych...

Itimenos jest dla mnie bardzo, ale to bardzo ważny. Stworzyłam ich w czasie, który był dla mnie naprawdę zły i samotny, przelewałam wszystkie moje społeczne i związane z relacją problemy właśnie w tą dwójkę. Tak - oryginalnie kojarzą mi się z moją boleścią, ale od dłuższego czasu staram się, by to się zmieniło, bo NIE CHCE JUŻ TRWAĆ W SMUTKU. NIE CHCE BY ICH RELACJA BYŁA JEDYNIE STWORZONA PRZEZ MOJE NAJGORSZE EMOCJE. Dlatego, zaczełam ich rozwijać, ratować z opresji swojej toksyczności.

Moje rysunki związane z Itimeirem i Katamenosem, już nie są samymi obrazkami przepełnionymi łzami i niemocą. Tak - one wciąż istnieją - bo moje problemy też istniały.


 

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Pierwsza wizja - sen Katamenosa

Teoretycznie ich pierwsze spotkanie miało miejsce podczas paraliżu sennego Katamenosa. Był to pierwszy i ostatni raz, ale zamiast jakiegoś naprawdę mrocznego stworzenia, Katamenos zobaczył coś naprawdę uspakajającego. Stworzenie w rogu pokoju było naprawdę łagodne i raczej niepokojąco piękne niż przerażające. Siedziało bardzo spokojnie w długim, czarnym ubraniu. Nagle wstało, usiadło na łóżku Katamenosa i pochyliło się nad nim, patrząc mu prosto w oczy. Jednak stworzenie sprawiło, że Katamenos poczuł coś nietypowego, jakby to, co właśnie zobaczył, nie mogło być prawdziwe, jakby żaden człowiek nie mógł nim być. Coś tak nieludzkiego, a jednak z taką ludzką łagodnością... Katamenos nie mógł przestać o tym myśleć przez naprawdę długi czas. Później wydawało się, że na dobre zapomniał o całym paraliżu sennym... Do czasu... Gdy ujrzał Itimeira w zaświatach. Był tak oszołomiony i zdezorientowany... Że po prostu wpatrywał się w Itimeira z dziwnym wyrazem twarzy. Jednak nie mógł rozpoznać tej samej twarzy, którą widział podczas paraliżu sennego. Itimeir nie wyglądał tak łagodnie jak tamto stworzenie. Itimeir w długiej, czarnej szacie miał pełne litości spojrzenie i siedział bardzo skromnie, natomiast Itimeir, przed którym stał Katamenos, miał zarozumiały uśmiech i gniewne spojrzenie. To sprawiło, że Katamenos był naprawdę nieszczęśliwy... Był wściekły na Itimeira, ale przede wszystkim na siebie, że był tak naiwny.

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Pierwsze prawdziwe spotkanie

Tak więc, od samego początku: Gdy Katamenos został osadzony w Kasad, przyprowadzono go do zamku Itimeira. Wiele demonów przyszło do głównej sali, aby zobaczyć potępieńca, ponieważ byli oni w rzeczywistości rzadkością. Gdy Itimeir wszedł do sali Katamenos miał wrażenie, że zginął po raz kolejny...
Itimeir, prawdopodobnie by się popisać, przyłożył nawet sztylet do szyi Katamenosa, gdyż  człowiek zachowywał się tak lekkomyślnie i bez żadnego szacunku wobec władcy. Podczas ich pierwszego spotkania, obaj w głębi duszy nie czuli do siebie aż takiej nienawiści, czemu starali się zaprzeczać na zewnątrz. Itimeir nienawidził go, ale nigdy wcześniej nie miał do czynienia z potępioną istotą i nie miał pojęcia, co robić, a ponieważ musiał przez jakiś czas trzymać Katamenosa w swoim zamku, szybko się do niego przywiązał. Itimeir był również zafascynowany widokiem ludzkiej duszy po raz pierwszy w życiu - nigdy wcześniej nie widział potępieńca... A to był człowiek. Itimeir chciał utrzymać kontakt z Katamenosem „dla dobra nauki”.

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Problemy i wyznanie

Zaskakujące jest jednak to, że jakiś czas po tym wydarzeniu Katamenos wyznał Itimeirowi miłość. Było to w nocy, Itimeir wciąż teoretycznie był wściekły na Katamenosa, który wszedł do jego pokoju, gdy bóg rzekomo spał (zawsze był mile widziany w zamku). Gdy tylko zobaczył, że Itimeir śpi, usiadł obok jego łóżka i zaczął po prostu wszystko wyznawać, wiedząc, że i tak go nie usłyszy. Zaczął mówić, jak bardzo nienawidzi siebie za to, że to wszystko robi, bo rujnuje innych, a na końcu siebie. Ciężko mu było wyznać miłość Itimeirowi, bo bał się, że nie zabrzmi to szczerze z jego ust, ale nigdy nie kochał nikogo tak jak Itimeira, więc bał się go znowu zranić. W tym momencie Katamenos pomyślał o tym, by po prostu... Porzucić przyjaźń i całą tą ich relację, nie chcąc ponownie zranić swojej miłości.

Katamenos mówił dużo, Itimeir prawdopodobnie nigdy nie słyszał, żeby mówił tak dużo i to sprawiło, że złagodniał. Kiedy mężczyzna skończył, po prostu wyszedł z lekkim wahaniem, jakby chciał już na zawsze wyjść, ale również nie mógł wytrzymać opuszczenia ukochanego. Itimeir nigdy nie słyszał, by brzmiał tak kiepsko... No tak. Ponieważ Katamenos nie zdawał sobie sprawy, że Itimeir nie spał w tym czasie, ale udawał. I do tej pory nic nie wie.

To było ich pierwsze wyznanie. Drugie, oficjalne, miało miejsce niedługo po tamtym, tym razem Itimeir nie spał.

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Zaczynało być już tak dobrze...

Po wielu problemach komunikacji, a także tych problemów wynikających z ich własnych, wewnętrznych problemów, Itimeir i Katamenos w końcu doszli do ich "peak'u" związku. Byli po prostu szczęśliwi - Katamenos zmienił swoje myślenie, Itimeir nauczył się co to jest by kochać kogoś innego... Tego typu rzeczy.

Niestety, nadszedł czas gdzie Itimeir był bliski swojej śmierci. To wszystko wywróciło całą ich relację do góry nogami, jakby cofneli się do tych okropnych dla nich czasów... Jakby ich progres legł w gruzach. Itimeir, zamiast drżeć ze strachu, siedział cicho i potulnie, czekając na swoje 'rozgrzeszenie', podczas gdy Katamenos przeżywał wszystko za niego. Wydawałoby się, że ten cały koniec bardziej był odczuwany przez właśnie jego - obserwatora, aniżeli przez kogoś, kto czynnie ma mieć związek z owym losem.

Przyszedł koniec, nie będę już pisać tutaj o nim znów, bo pisałam o tym pod wpisem o Itimeirze.

"W tym całym chaosie, tylko Katamenos nie walczył -  nie tylko dlatego, że myślał racjonalnie, ale dlatego, że był zajęty... Itimeirem. Znalazł swojego partnera w zamku, gdy ten był już prawie martwy... Bóg ledwie przytomnie spojrzał mu w oczy, gdy Katamenos trzymał go we własnych ramionach, nie bardzo wiedząc, czy powinien coś zrobić... Czy po prostu siedzieć tutaj ze swoją miłością, trwając przy jego śmierci. Ale Itimeir nagle przemówił słabym głosem, nalegając, by Katamenos wbił swój sztylet głębiej, by mógł w końcu opuścić to życie w spokoju. Katamenos początkowo odmówił, bojąc się, ale w końcu zrobił to, co mu kazano.

Katamenos nigdy nie mógł otrząsnąć się z uczucia, że teoretycznie zabił Itimeira."

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Listy Itimeira

Podczas ostatniego spotkania Itimeira i Katamenosa, Itimeir dał mu kilka listów o tytule „przeczytaj, gdy umrę”. Itimeir napisał w nich, że będzie to „odpowiedź na wszystkie pytania, na które wcześniej nie odpowiedział lub które nie zostały zadane”. Pisał wszystkie szczegóły dotyczące jego dzieciństwa, zaczynając od życia na Ziemi z Evdapos itp. i kończąc na ich stanie psychicznym na kilka dni przed śmiercią. Itimeir napisał wszystko, o czym bał się mówić, albo nigdy nie miał potrzeby. Wyjaśniał też coraz więcej na temat całego życia pozagrobowego i tego, jak wszystko działa. Wspomniał o Irmesie. Opowiedział większość historii bożka i jego przeszłego życia, nawet jeśli Itimeir wiedział, że to nie było właściwe. Chciał, aby Katamenos zrozumiał, dlaczego Itimeir był tak blisko z Irmesem i dlaczego Irmes jest taki, jaki jest. Pisał dużo o swoim ojcu i o tym, jak Katamenos pomógł mu poradzić sobie z jego stratą. Nawet jeśli Katamenos znał podstawowe historie, nie znał ich głębi i znaczenia w życiu Itimeira... Nie znał jego konkretnych traum, przeżyć wewnętrznych. Na koniec Itimeir wspomniał, jak nagi się czuje, gdy wyznał ukochanemu całe swoje życie, że teraz nie ma żadnych tajemnic na duszy.

Po przeczytaniu tych listów, Katamenos płakał gorzko prawdopodobnie przez tydzień, żałował, że w ogóle stąpał po tej samej ziemi co Itimeir.  Tak bardzo chciał odpowiedzieć na te listy, ale nie mógł. Napisałby „przepraszam” 1000 razy, wiedząc, że już nigdy nie dostanie odpowiedzi, lub tego miękkiego uśmiechu ukochanego.

I do końca swojego wiecznego istnienia, Katamenos włóczy się po wszystkich krainach życia pozagrobowego, w ucieczce i poszukiwaniu tego, co stracił - jedynej istoty, która utrzymywała go w swoim człowieczeństwie. Nie wiedział albowiem, że w prawdzie - Itimeir czuwał nad nim i nad jego przeklętą duszą na wieki.

 . ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Psychoanaliza

Trudno mi tu teraz pisać o analizie... Jest to taki... Complexowy przypadek... A dodatkowo, w sumie już można wywnioskować wszystko. Ale zacznę od tego, że oboje mieli problemy społeczne - w różnych aspektach, które się krzyżowały. Katamenos widział Itimeira jako swojego 'wyzwoliciela', albo 'karę za swój grzech potępienia', mimo że wszystko to było hipokryzją. Itimeir dał mu wszystko, gdy uznał, że na wieki będzie cierpiał - Itimeir był jedyną postacią, która uniżyła się na tyle na swojej boskości, by móc mieć przy sobię potępionego człowieka. Najwyższa kreatura w hierarchii Ziemii i ta najniższa...

Ale z drugiej strony, przez swoje odrzucające i okrutne emocje, Katamenos i tak zadawał mu dużo bólu. Odpychał go, bo nie chciał go kochać, bo wiedział że gdy to zrobi, zrujnuje go jeszcze bardziej. Widział mniej złego w byciu żmiją, niż w kochaniu Itimeira, który by tylko płakał po nocach jeszcze bardziej, zrujnowany przez potepięńską miłość człowieka. Katamenos wiedział, ale i nie wiedział, że to kaleczy. Tak bardzo kochał tę najpiękniejszą istotę, która niczym zjawa nocna zwiastowała mu swoje przyszłe szczęście, a z drugiej strony umiał krytykować Itimeira... Z wewnętrznej intencji.

Katamenos był zależny od Itimeira, Itimeir od Katamenosa nie. Dlatego... Tak naprawdę Itimeir był sensem jego życia - nic innego nie miał do roboty, niż rozpływanie się w tej bolesnej miłości. To, że miał jakikolwiek procent bezpieczeństwa, było zawdzięczane jedynie ukochanemu. Więc gdy to ten umarł, jego cały świat na nowo się zawalił. Znów, ktoś, kogo kochał umarł - przez samobójstwo. Znów tracił kolejną osobę, która dała mu jakąkolwiek uwagę, znów doprowadził w jego umyśle do śmierci miłości i znów był sam. Na wieki wieków, amen.

Itimeir... Well, well... Itimeir miał daddy issues, tak tak. Ale one były trochę na innej podstawie. Itimeir był hyperseksualny, ale w sensie tego, że nie umiał odczuć miłości romantycznej - albo inaczej - dla niego, wskaźnikiem tego, czy ktoś go kocha, jest nim zainteresowany, był seks.

Katamenos... Był pierwszą kreaturą, która nie śmiała mu się w oczy, a również i nie patrzyła na niego z obrzydliwym pożądaniem... I przez to Itimeir chciał, by te pożądanie w nim znaleźć. (Już w związku) Zarywał noce i dnie, myśląc o tym, czemu Katamenos nie wydaje się być jak inni, czemu nie patrzy na niego z seksualnego punktu widzenia? Albowiem Katamenos... Można powiedzieć, że był bliski aseksualności - jednak spowodowanej kompleksami, strachem, wstydem wewnętrznym. I przez to, mimo, że wiedział, że tak bardzo chciał ukochanego, chciał ukazać swoją miłość i ją przelać na Itimeira, nigdy nie mógł. Nie umiał. Zatrzymywał się i po prostu wycofywał. Itimeir przeżywał dużo - albowiem Katamenos jako skryta osoba, mało go komplementowała, ale dużo myślała o nim w głowie, pisała wierszy. Czasem Itimeir był pewny, że Katamenos go nie kocha. Jeżeli go kocha, to czemu nie może tego pokazać? Co jest w Itimeirze nie tak, że Katamenos się nim nie interesuje? Itimeir miał obsesje na punkcie swojego ubioru, by tylko zadowolić Katamenosa, sprowadzić go na "seksualną drogę". 

A dodatkowo... Itimeir strasznie idealizował tego człowieka. Zawsze gdy go jakkolwiek skrzywdził, widział, że Katamenos jest po prostu ciężkim typem, że musi po prostu się przyzwyczaić itp. Nie reagował na krzyki Irmesa, by wypierdolił go do głębi piekieł. Idealizacja Itimeira była zbyt silna... Ponieważ gdy pierwszy raz był przy Katamenosie, poczuł coś przerażającego - coś tak znanego, a jednak obcego po tylu latach. Te jedno uczucie, które miał kiedyś, przed własną koronacją. Rękę drugiej osoby nad nim.

A z drugiej strony... Itimeir uwielbiał tę "nieśmiałość" potępieńca i to, że patrzył krzywo na tych, którzy go wykorzystywali. I rozumiał coś, czego Itimeir nigdy nie umiał na głos wypowiedzieć - realia Kasadu.


 

 XOXO,

Vin

9 grudnia 2024

Blog na rysunki - zapraszam!

 Jak już tytuł mówi... Uznałam, że założę side bloga na moje wszystkie prace. Takie portfolio. Nie będę tam yappować, bo po to jest ten blog! Tamto ma działać bardziej jako moja strona na socialach.... Artystyczna :P Oczywiscie, gdy usuwam Tumblr i mam prywatnego Instagrama, to ktos sie zaczal pytac na Discordzie czy mam sociale... Doslownie nigdy sie mnie nikt nie pytal, gdy mialam wszedzie w pizdu socialow.. A teraz jak nie mam to .. Bum. No coz!

A wiec tak... Oprocz takich podstawowych must-have'ów, nie jestem zbyt aktywna na social mediach ?...... 

A więc - https://vinandler.blogspot.com/

Zapraszam, kochani! Zajeło mi z 3 godziny dodawanie tych 100 postów.

*Rysunek dla uwagi*

Farawell!
XOXO,
Vin

6 grudnia 2024

04.06.2023r.

Bez Tytułu

Na niebie promienie białego słońca,
Pomimo pory, upału tu mało.
Lawina serca trwa bez końca,
Zimno miłości tchnienie zgasiło. 

Niby zimno mojej winy jest źródłem,
O sens walczyć nie chciałaś nawet.
Bawiłaś się twardym, pustym szkłem,
Które niewidocznych rys cały ma alfabet.

Myślę, że wrócę i Ty też.
Wrócimy do porcelanowej codzienności.
Odbudujemy mury swoich rozdrapanych wież
I wyleczę się z chorej bezsenności.

Pożegnań żadnych nie było,
Słownych, niesłownych, bliskich czy dalekich,
Więc walce samotnej ufać przyszło,
Na dłoniach, sercach i umysłach kalekich.

Więc długo i boleśnie czekam,
Tym czekaniem się okrutnie uniżam.
Coraz niżej, niżej,
Ciężej, srożej.

I do dna.

Vin

4 grudnia 2024

Dylemat technologiczny

     Nie mam ciepłej wody, grzejniki są zimne, jestem chora i nie mam pieniędzy, a wstyd mi o nie pytać. Eh. A dodatkowo mam dylemat technologiczny.

    Ja już mam dość social mediów i chyba to jest ten oczekiwany peak realizacji... Bo zaczyna mnie to już naprawdę nudzić. Przez 2 lata przechodzę przez swój minimalizm technologiczny jak i ogólną świadomość w stosunku do social mediów, których chce unikać. Ale czasem jest to niemożliwe... Bo jest to część mojego życia i jest to bardzo smutne. Przeszkadza mi to, ale czasem jest tak łatwiej. Nie muszę myśleć, czy coś... Ale dopiero po tych 2 latach "świadomości" dochodzę do prawdziwej intencji... Muszę odnaleźć w środku siebie, czego chce. Czy naprawdę chcę obejrzeć ten filmik, czy tylko chce mieć coś w tle? Czy naprawdę interesuje mnie on, czy wolałabym w sumie robić coś innego? Zatracam się w tym w przypadku YouTuba. Brak Instagrama, TikToka, czegokolwiek? Okej. Ale YouTuba raczej nigdy nie usune - z powodów naukowych, praktycznych, ale i takich, że po prostu nie byłoby to wygodnie jak i sensowne. YouTube ma zupełnie inną formę i jeżeli wiesz co robisz, to jest on jakby... Poza bańką mediów społecznościowych. Dużo osób w "community" digitalowego minimalizmu dyskutuje, czy YouTube może być zaliczane do social mediów, taki fun fact. 

    I ostatnio jestem takim chaosem. Jestem po prostu zmieszana. Poprzez moją sytuację aktualną i niemoc jak i również poprzez właśnie to! Sama nie wiem czego chce... Znaczy wiem - odpocząć. Ale z drugiej strony uwielbiał interakcje na Instagramie - wstawianie głupich story, dodawanie casualowych postów... A z drugiej chcę być aktywna tylko na blogu i nie wstawiać nigdzie swoich rysunków. Nienawidze tego! Chce pokazywać światu to co lubię itp. a z drugiej strony ta aplikacja mnie niszczy. W moim idealnym życiu, prowadzę jedynie swojego bloga, mam ToyHouse i Discorda i tylko tyle. Bo na innych social mediach oczekuję reakcji, denerwuję się na jej brak, a tutaj... Nie oczekuję jej, bo wiem, że i tak jej nie dostanę. Tutaj nie ma opcji typu polubień itp. I tak nie wiem, czy ktoś czyta czy tak naprawdę nie i nie mam jak się dowiedzieć. Jest to takie wygodne... Bo pomimo tego, że na Tumblr nie widać obserwujących to jakie to ma znaczenie jak widać ilość polubień? O dziwo Tumblr bardziej doprowadza mnie do furii niż Instagram.

    A mama mi ciągle wysyła głupie rolki na Instagramie i sie wkurza jak ich nie oglądam !!!!!!!!! 

    Jestem zdenerwowana, bo pomimo że tyle się uczę o tym wszystkim i jestem taka "samo świadoma" to wciąż nie umiem zrobić podstawowej rzeczy. WYJŚĆ Z KOMPUTERA, LUB WYŁĄCZYĆ MUZYKĘ. To wszystko przez to, że się przeprowadziłam, ale z drugiej strony.. Nie. Jestem sobie tylko ja winna, bo JA mam kontrolę nad tym jak się zachowuję, co robię. Ta przeprowadzka to tylko rzucanie słów na wiatr, by mieć na co zwalać winę, za coś co jest tylko moją winą. Wstyd mi. Ale teraz chcę się poprawić.

    Wciąż mi smutno, bo jak mówiłam, kocham wchodzić w interakcje przez Instagram, ale nie lubię tej aplikacji. Co mam zrobić? Może powinnam też robić po prostu art dump tutaj, na blogu? Nie wiem, nie wiem... Usuwam też Tumblr, więc może ten blog będzie moim jedynym portfolio... Ale z drugiej strony, fajnie by było mieć oddzielny blog na rysunki.... Takie.. Ładniejsze.

    Po prostu staram się oddzielnić, np. iPad będzie do oglądania filmików na YT, a nie komputer. Komputer? Do pisania i takich rzeczy. Chciałabym szyć, malować (!!!), pisać... Jednak tych pierwszych dwóch rzeczy nie mogę, bo ani nie mam maszyny tutaj w tym zasranym pokoju, ani malować nie mogę bo znów - zasrany pokój; olejami uwale wszystko.... Jedynie mogę pisać. Ale niestety, mam od dawna zastój w pisaniu. Tęsknię za sobą z 2021, gdzie napisałam 200 stronową książkę w 3 miesiące i naprawdę, miałam zapał do pisania, codziennie to robiłam! Teraz? Jakoś... Czasem popiszę, ale nie jest to trwałe, jakbym zapominała, że mogę pisać.

    Muszę wrócić do tego, muszę wyłączyć komputer, by zacząć patrzeć w ścianę, dopóty dopóki nie przypomnę sobię o tylu innych rzeczach, które mogę teraz robić. 

 

Farawell!
XOXO,
Vin