31 grudnia 2024

🎉 2024 - RECAP.

     SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

   W 2024... Zrobiłam wiele, jak i niewiele. Moja lista zrobiona aż rok temu mówi o tym co nieco.

    W tym roku z z 10 punktów, osiągnełam 6. Połowa! I tak jestem z siebie dumna, że cokolwiek mogłam skreślić. Niektóre z nich zaznaczałam z wahaniem, albowiem albo do nich doszłam niedawno, albo nie jestem kompletnie pewna czy tak jest. Punkt z social mediami skreśliłam, bo zdeaktywowałam Instagrama i nie mam innych social mediów, które używałabym na telefonie. Uznajmy, że mi się udało!

    Oprócz studiów jako sukcesu, osiągnełam też lekką... Kontrolę nad sobą i kontrolę nad tym, co uważam. Dużo zaczeło mi być obojętne w dobrym sensie - o dużo innych sytuacji jestem spokojna, bardziej opanowana... Dorosła.

    Sama pojechałam rano tramwajem w środek tygodnia na badania przy Placu Wolności.. A w tym na pobranie krwi - mój jeden z większych lęków. Byłam naprawdę z siebie dumna! A to tylko mój początek dumy... Ale i małego nieszczęścia.

    Tak dużo przeżywam zmianę. Tęsknię za domem - gdy tylko widzę w oknie pociągu Mazowsze (tak, zawsze czuje kiedy już jestem po drugiej stronie granicy województw), czuję dziwną ulgę po napięciu, który nie wiedziałam, że trzymałam te 2-3 tygodnie kiedy byłam w nowym "domu". Tęsknię za miastem, którego nie lubię, za pokojem... Za przestrzenią. Za tymi wieczorami z rodzicami, których już możliwe, że nigdy nie spędzę. Tęsknię za śmiechem innych ludzi w pokoju obok, dźwiękiem telewizora, psa. Zawsze gdy wracam do domu to powrót do Łodzi jest jak za karę. Jakbym musiała tam być. Ale takie ma być życie.

    W tym roku wróciłam i zaczełam nowe hobby. Zaczełam regularnie (dość) i z chęcią pisać w dzienniku, zaczełam prowadzić większą parą tego bloga :)), zmieniłam nieco moje myślenie o rysowaniu, wróciłam do pisania!,wróciłam również jako tako do malowania olejnego, zaczełam swój pierwszy obraz, który nie jest kopią innego artysty. Nauczyłam się szydełkować.. I nie tylko.

    Moje archiwum uniwersum się poszerza. Piszę i rozwijam wszystko powoli, ale solidnie... Za jakiś czas, Irmes będzie miał skończony plik, liczący ok. 25 000 słów i 50 kartek a4. Jestem dumna ze swoich oc i z siebie, że zmieniły się one ze mną. Nigdy w życiu nie miałam tak personalnych postaci, tak zżytych ze mną.

    Jestem dumna z siebie, bo ciągle jestem nową osobą. Co rok jestem nowym człowiekiem, pełniejszym siebie i każdej cząstki wszechświata.

    Mimo, że straciłam ważne osoby, zaczęłam stawiać granice, zaakceptowałam kogoś odejście (a długo nie mogłam tego zaakceptować, wracałam do rozmów itp.). Może myślałam, że mój nowy start będzie barwniejszy, jednak był wystarczający - nauczył mnie wiele. Mam czas na nowych ludzi, bo ranki zaczęły być łatwiejsze, mimo że wieczory nie zawsze bywają.

    Tak - jestem nową osobą. Jednak potrzebuję większych postępów, na które jestem gotowa w 2025 roku. 2024 rok był rokiem przejściowym, work in progress, przygotowaniem do finalnego 2025 roku, w którym osiągnę swoją zmianę na najlepszą wersję siebie.

 

To będzie dobry rok.

 

Farawell!
XOXO,
Vin

30 grudnia 2024

Zdezaktywowałam Instagrama

     Rozumiem, że będzie to mała aktualizacja jeżeli chodzi o mnie. A więc tak - zdezaktywowałam Instagrama i nie - nie zablokowałam nikogo, po prostu nie ma mnie, bo... Tak zdecydowałam. A tak naprawdę zdecydował mój wieczorny impuls, przy którym biło mi trochę szybciej serce, bo bałam się, że już nie odzyskam tego konta. Wchodziłam na jakies 10 wątków na Reddit'cie patrząc, czy ktoś miał problem w ostatnich miesiącach z zalogowaniem się z powrotem itp.

    Nie pomyślałam nawet by to zrobić, a powinnam była. Jednak jakoś mi tak... Dziwnie. Ale dziwnie dobrze. Może powinnam napisać to później troszkę i wciąż chyba to zrobię, ale... To taki post informacyjny.

    To naprawdę był impuls. Mimo, że telefonu nie ruszam od tygodnia, ciągle jest wyładowany lub wyłączony, to wciąż zaglądam (lub zaglądałam) na Instagrama przez komputer. Była to dobra opcja bez reelsów, ale z relacjami itp. Jednak... Wciąż tam zaglądałam i wciąż wracałam do Instagram'a, niekiedy znów instalując aplikację na telefon, by coś tylko wrzucić, a później tylko patrzeć i obserwować, kto i jak na to zareagował, dosłownie jak loteria dopaminy.

    A więc tak - nie zablokowałam nikogo nigdzie. Po prostu nie ma mnie.

 

    Wciąż jednak, gdy o telefonie zapominam, to jestem uzależniona od YouTube/laptopa... :) A ta praca, zależy już ode mnie, nie od social mediów. Dążę do samokontroli.

Prezenty świąteczne

Farawell!
XOXO,
Vin

18 grudnia 2024

Look z 18/12/2024r.

 Hej, hej! Dawno nie było look'ów :) A więc dzisiaj powrót - outfit na wypad na otwarcie galerii.

 
To jedyne zdjęcie, które wygląda dobrze! Ale widać w nim wszystko co potrzeba.
 
W tym, że cały outfit to:
Zwykła brązowa bluzka z dekoltem okrągłym, krótki sweter zapięty tylko na 3 z 5 guzików, spódnica z koła i pod nią prosta halka/podszewka (obie rzeczy uszyte przeze mnie!) i......

MOJE NAJUKOCHAŃSZE UGGI Z KOKARDKĄ !! <3 <3 <3 

Ahhh, to chyba jedne z moich ulubionych butów, tak wygodne, cieplutkie... Ładne... Co za dziwna sprawa, że ludzie kupują teraz buty na jeden sezon za 150 zł, zamiast kupić jedne, porządne na kilka sezonów... :P

Chciałabym zacząć pisać dla mnie personalny trochę post, na początku uznałam, że nie będę go pisać, ale po miesiącu uznaję, że w końcu jestem chyba gotowa! Zobaczymy.

Farawell!
XOXO,
Vin

11 grudnia 2024

ITIMENOS - zrujnowani

A więc- post o Itimenosie. = )

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Wstęp

Pomimo tego, że przeszli przez wiele toksycznych sytuacji wobec siebie nawzajem, nadal starali się popchnąć swój związek do przodu. Ich historia ma pokazać kwestię dwojga psychicznie okaleczonych, lecz zakochanych osób, próbujących sprawić, by ich związek działał po to (ale i nie tylko!), by poczuć się lepiej psychicznie. Mogliby do siebie idealnie pasować, ale ich stan psychiczny sprawia, że nie są w stanie być razem, nie raniąc się nawzajem i nie stając się jednocześnie ofiarami. Byli moim pierwszym shipem, który stworzyłam w tym uniwersum, także od początku nie mieli być szczęśliwi, chciałam, żeby ta relacja jakkolwiek działała, nawet jeśli wydawali się toksyczni... Po latach podjęłam próbę złożenia ich związku w coś naprawdę realnego.

Zasada jest taka: jeśli żadne z nich nie zacznie nad sobą pracować, to przez większość czasu będą się nawzajem ranić. Na szczęście pod koniec historii (lub w połowie ich związku) stali się znacznie zdrowsi, a Katamenos stał się lepszą osobą, ucząc się od Itimeira jak być mniej surowym i jak otworzyć własne serce.

Dlatego też chcę skupić się na pozytywnych aspektach ich związku - przez lata trzymałam się w pułapce myślenia o nich jako o smutnej, tragicznej miłości, ale chciałam to zmienić, ponieważ miało to wpływ również na mnie. To znaczy - wolę myśleć o ich pozytywnym okresie związku, nawet jeśli mieli zły początek!

Chyba muszę też o tym wspomnieć - to był mój pierwszy comfort ship i pierwszy ship w którym jakkolwiek się naprawdę zaczęłam angażować (nawet w fandomach) - zaczynając moją "karierę" pisarską właśnie z nimi! Przełamałam swoje bariery w rysowaniu romantycznych interakcji właśnie z nimi... I... Nie tylko romantycznych...

Itimenos jest dla mnie bardzo, ale to bardzo ważny. Stworzyłam ich w czasie, który był dla mnie naprawdę zły i samotny, przelewałam wszystkie moje społeczne i związane z relacją problemy właśnie w tą dwójkę. Tak - oryginalnie kojarzą mi się z moją boleścią, ale od dłuższego czasu staram się, by to się zmieniło, bo NIE CHCE JUŻ TRWAĆ W SMUTKU. NIE CHCE BY ICH RELACJA BYŁA JEDYNIE STWORZONA PRZEZ MOJE NAJGORSZE EMOCJE. Dlatego, zaczełam ich rozwijać, ratować z opresji swojej toksyczności.

Moje rysunki związane z Itimeirem i Katamenosem, już nie są samymi obrazkami przepełnionymi łzami i niemocą. Tak - one wciąż istnieją - bo moje problemy też istniały.


 

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Pierwsza wizja - sen Katamenosa

Teoretycznie ich pierwsze spotkanie miało miejsce podczas paraliżu sennego Katamenosa. Był to pierwszy i ostatni raz, ale zamiast jakiegoś naprawdę mrocznego stworzenia, Katamenos zobaczył coś naprawdę uspakajającego. Stworzenie w rogu pokoju było naprawdę łagodne i raczej niepokojąco piękne niż przerażające. Siedziało bardzo spokojnie w długim, czarnym ubraniu. Nagle wstało, usiadło na łóżku Katamenosa i pochyliło się nad nim, patrząc mu prosto w oczy. Jednak stworzenie sprawiło, że Katamenos poczuł coś nietypowego, jakby to, co właśnie zobaczył, nie mogło być prawdziwe, jakby żaden człowiek nie mógł nim być. Coś tak nieludzkiego, a jednak z taką ludzką łagodnością... Katamenos nie mógł przestać o tym myśleć przez naprawdę długi czas. Później wydawało się, że na dobre zapomniał o całym paraliżu sennym... Do czasu... Gdy ujrzał Itimeira w zaświatach. Był tak oszołomiony i zdezorientowany... Że po prostu wpatrywał się w Itimeira z dziwnym wyrazem twarzy. Jednak nie mógł rozpoznać tej samej twarzy, którą widział podczas paraliżu sennego. Itimeir nie wyglądał tak łagodnie jak tamto stworzenie. Itimeir w długiej, czarnej szacie miał pełne litości spojrzenie i siedział bardzo skromnie, natomiast Itimeir, przed którym stał Katamenos, miał zarozumiały uśmiech i gniewne spojrzenie. To sprawiło, że Katamenos był naprawdę nieszczęśliwy... Był wściekły na Itimeira, ale przede wszystkim na siebie, że był tak naiwny.

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Pierwsze prawdziwe spotkanie

Tak więc, od samego początku: Gdy Katamenos został osadzony w Kasad, przyprowadzono go do zamku Itimeira. Wiele demonów przyszło do głównej sali, aby zobaczyć potępieńca, ponieważ byli oni w rzeczywistości rzadkością. Gdy Itimeir wszedł do sali Katamenos miał wrażenie, że zginął po raz kolejny...
Itimeir, prawdopodobnie by się popisać, przyłożył nawet sztylet do szyi Katamenosa, gdyż  człowiek zachowywał się tak lekkomyślnie i bez żadnego szacunku wobec władcy. Podczas ich pierwszego spotkania, obaj w głębi duszy nie czuli do siebie aż takiej nienawiści, czemu starali się zaprzeczać na zewnątrz. Itimeir nienawidził go, ale nigdy wcześniej nie miał do czynienia z potępioną istotą i nie miał pojęcia, co robić, a ponieważ musiał przez jakiś czas trzymać Katamenosa w swoim zamku, szybko się do niego przywiązał. Itimeir był również zafascynowany widokiem ludzkiej duszy po raz pierwszy w życiu - nigdy wcześniej nie widział potępieńca... A to był człowiek. Itimeir chciał utrzymać kontakt z Katamenosem „dla dobra nauki”.

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Problemy i wyznanie

Zaskakujące jest jednak to, że jakiś czas po tym wydarzeniu Katamenos wyznał Itimeirowi miłość. Było to w nocy, Itimeir wciąż teoretycznie był wściekły na Katamenosa, który wszedł do jego pokoju, gdy bóg rzekomo spał (zawsze był mile widziany w zamku). Gdy tylko zobaczył, że Itimeir śpi, usiadł obok jego łóżka i zaczął po prostu wszystko wyznawać, wiedząc, że i tak go nie usłyszy. Zaczął mówić, jak bardzo nienawidzi siebie za to, że to wszystko robi, bo rujnuje innych, a na końcu siebie. Ciężko mu było wyznać miłość Itimeirowi, bo bał się, że nie zabrzmi to szczerze z jego ust, ale nigdy nie kochał nikogo tak jak Itimeira, więc bał się go znowu zranić. W tym momencie Katamenos pomyślał o tym, by po prostu... Porzucić przyjaźń i całą tą ich relację, nie chcąc ponownie zranić swojej miłości.

Katamenos mówił dużo, Itimeir prawdopodobnie nigdy nie słyszał, żeby mówił tak dużo i to sprawiło, że złagodniał. Kiedy mężczyzna skończył, po prostu wyszedł z lekkim wahaniem, jakby chciał już na zawsze wyjść, ale również nie mógł wytrzymać opuszczenia ukochanego. Itimeir nigdy nie słyszał, by brzmiał tak kiepsko... No tak. Ponieważ Katamenos nie zdawał sobie sprawy, że Itimeir nie spał w tym czasie, ale udawał. I do tej pory nic nie wie.

To było ich pierwsze wyznanie. Drugie, oficjalne, miało miejsce niedługo po tamtym, tym razem Itimeir nie spał.

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Zaczynało być już tak dobrze...

Po wielu problemach komunikacji, a także tych problemów wynikających z ich własnych, wewnętrznych problemów, Itimeir i Katamenos w końcu doszli do ich "peak'u" związku. Byli po prostu szczęśliwi - Katamenos zmienił swoje myślenie, Itimeir nauczył się co to jest by kochać kogoś innego... Tego typu rzeczy.

Niestety, nadszedł czas gdzie Itimeir był bliski swojej śmierci. To wszystko wywróciło całą ich relację do góry nogami, jakby cofneli się do tych okropnych dla nich czasów... Jakby ich progres legł w gruzach. Itimeir, zamiast drżeć ze strachu, siedział cicho i potulnie, czekając na swoje 'rozgrzeszenie', podczas gdy Katamenos przeżywał wszystko za niego. Wydawałoby się, że ten cały koniec bardziej był odczuwany przez właśnie jego - obserwatora, aniżeli przez kogoś, kto czynnie ma mieć związek z owym losem.

Przyszedł koniec, nie będę już pisać tutaj o nim znów, bo pisałam o tym pod wpisem o Itimeirze.

"W tym całym chaosie, tylko Katamenos nie walczył -  nie tylko dlatego, że myślał racjonalnie, ale dlatego, że był zajęty... Itimeirem. Znalazł swojego partnera w zamku, gdy ten był już prawie martwy... Bóg ledwie przytomnie spojrzał mu w oczy, gdy Katamenos trzymał go we własnych ramionach, nie bardzo wiedząc, czy powinien coś zrobić... Czy po prostu siedzieć tutaj ze swoją miłością, trwając przy jego śmierci. Ale Itimeir nagle przemówił słabym głosem, nalegając, by Katamenos wbił swój sztylet głębiej, by mógł w końcu opuścić to życie w spokoju. Katamenos początkowo odmówił, bojąc się, ale w końcu zrobił to, co mu kazano.

Katamenos nigdy nie mógł otrząsnąć się z uczucia, że teoretycznie zabił Itimeira."

. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Listy Itimeira

Podczas ostatniego spotkania Itimeira i Katamenosa, Itimeir dał mu kilka listów o tytule „przeczytaj, gdy umrę”. Itimeir napisał w nich, że będzie to „odpowiedź na wszystkie pytania, na które wcześniej nie odpowiedział lub które nie zostały zadane”. Pisał wszystkie szczegóły dotyczące jego dzieciństwa, zaczynając od życia na Ziemi z Evdapos itp. i kończąc na ich stanie psychicznym na kilka dni przed śmiercią. Itimeir napisał wszystko, o czym bał się mówić, albo nigdy nie miał potrzeby. Wyjaśniał też coraz więcej na temat całego życia pozagrobowego i tego, jak wszystko działa. Wspomniał o Irmesie. Opowiedział większość historii bożka i jego przeszłego życia, nawet jeśli Itimeir wiedział, że to nie było właściwe. Chciał, aby Katamenos zrozumiał, dlaczego Itimeir był tak blisko z Irmesem i dlaczego Irmes jest taki, jaki jest. Pisał dużo o swoim ojcu i o tym, jak Katamenos pomógł mu poradzić sobie z jego stratą. Nawet jeśli Katamenos znał podstawowe historie, nie znał ich głębi i znaczenia w życiu Itimeira... Nie znał jego konkretnych traum, przeżyć wewnętrznych. Na koniec Itimeir wspomniał, jak nagi się czuje, gdy wyznał ukochanemu całe swoje życie, że teraz nie ma żadnych tajemnic na duszy.

Po przeczytaniu tych listów, Katamenos płakał gorzko prawdopodobnie przez tydzień, żałował, że w ogóle stąpał po tej samej ziemi co Itimeir.  Tak bardzo chciał odpowiedzieć na te listy, ale nie mógł. Napisałby „przepraszam” 1000 razy, wiedząc, że już nigdy nie dostanie odpowiedzi, lub tego miękkiego uśmiechu ukochanego.

I do końca swojego wiecznego istnienia, Katamenos włóczy się po wszystkich krainach życia pozagrobowego, w ucieczce i poszukiwaniu tego, co stracił - jedynej istoty, która utrzymywała go w swoim człowieczeństwie. Nie wiedział albowiem, że w prawdzie - Itimeir czuwał nad nim i nad jego przeklętą duszą na wieki.

 . ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁

Psychoanaliza

Trudno mi tu teraz pisać o analizie... Jest to taki... Complexowy przypadek... A dodatkowo, w sumie już można wywnioskować wszystko. Ale zacznę od tego, że oboje mieli problemy społeczne - w różnych aspektach, które się krzyżowały. Katamenos widział Itimeira jako swojego 'wyzwoliciela', albo 'karę za swój grzech potępienia', mimo że wszystko to było hipokryzją. Itimeir dał mu wszystko, gdy uznał, że na wieki będzie cierpiał - Itimeir był jedyną postacią, która uniżyła się na tyle na swojej boskości, by móc mieć przy sobię potępionego człowieka. Najwyższa kreatura w hierarchii Ziemii i ta najniższa...

Ale z drugiej strony, przez swoje odrzucające i okrutne emocje, Katamenos i tak zadawał mu dużo bólu. Odpychał go, bo nie chciał go kochać, bo wiedział że gdy to zrobi, zrujnuje go jeszcze bardziej. Widział mniej złego w byciu żmiją, niż w kochaniu Itimeira, który by tylko płakał po nocach jeszcze bardziej, zrujnowany przez potepięńską miłość człowieka. Katamenos wiedział, ale i nie wiedział, że to kaleczy. Tak bardzo kochał tę najpiękniejszą istotę, która niczym zjawa nocna zwiastowała mu swoje przyszłe szczęście, a z drugiej strony umiał krytykować Itimeira... Z wewnętrznej intencji.

Katamenos był zależny od Itimeira, Itimeir od Katamenosa nie. Dlatego... Tak naprawdę Itimeir był sensem jego życia - nic innego nie miał do roboty, niż rozpływanie się w tej bolesnej miłości. To, że miał jakikolwiek procent bezpieczeństwa, było zawdzięczane jedynie ukochanemu. Więc gdy to ten umarł, jego cały świat na nowo się zawalił. Znów, ktoś, kogo kochał umarł - przez samobójstwo. Znów tracił kolejną osobę, która dała mu jakąkolwiek uwagę, znów doprowadził w jego umyśle do śmierci miłości i znów był sam. Na wieki wieków, amen.

Itimeir... Well, well... Itimeir miał daddy issues, tak tak. Ale one były trochę na innej podstawie. Itimeir był hyperseksualny, ale w sensie tego, że nie umiał odczuć miłości romantycznej - albo inaczej - dla niego, wskaźnikiem tego, czy ktoś go kocha, jest nim zainteresowany, był seks.

Katamenos... Był pierwszą kreaturą, która nie śmiała mu się w oczy, a również i nie patrzyła na niego z obrzydliwym pożądaniem... I przez to Itimeir chciał, by te pożądanie w nim znaleźć. (Już w związku) Zarywał noce i dnie, myśląc o tym, czemu Katamenos nie wydaje się być jak inni, czemu nie patrzy na niego z seksualnego punktu widzenia? Albowiem Katamenos... Można powiedzieć, że był bliski aseksualności - jednak spowodowanej kompleksami, strachem, wstydem wewnętrznym. I przez to, mimo, że wiedział, że tak bardzo chciał ukochanego, chciał ukazać swoją miłość i ją przelać na Itimeira, nigdy nie mógł. Nie umiał. Zatrzymywał się i po prostu wycofywał. Itimeir przeżywał dużo - albowiem Katamenos jako skryta osoba, mało go komplementowała, ale dużo myślała o nim w głowie, pisała wierszy. Czasem Itimeir był pewny, że Katamenos go nie kocha. Jeżeli go kocha, to czemu nie może tego pokazać? Co jest w Itimeirze nie tak, że Katamenos się nim nie interesuje? Itimeir miał obsesje na punkcie swojego ubioru, by tylko zadowolić Katamenosa, sprowadzić go na "seksualną drogę". 

A dodatkowo... Itimeir strasznie idealizował tego człowieka. Zawsze gdy go jakkolwiek skrzywdził, widział, że Katamenos jest po prostu ciężkim typem, że musi po prostu się przyzwyczaić itp. Nie reagował na krzyki Irmesa, by wypierdolił go do głębi piekieł. Idealizacja Itimeira była zbyt silna... Ponieważ gdy pierwszy raz był przy Katamenosie, poczuł coś przerażającego - coś tak znanego, a jednak obcego po tylu latach. Te jedno uczucie, które miał kiedyś, przed własną koronacją. Rękę drugiej osoby nad nim.

A z drugiej strony... Itimeir uwielbiał tę "nieśmiałość" potępieńca i to, że patrzył krzywo na tych, którzy go wykorzystywali. I rozumiał coś, czego Itimeir nigdy nie umiał na głos wypowiedzieć - realia Kasadu.


 

 XOXO,

Vin

9 grudnia 2024

Blog na rysunki - zapraszam!

 Jak już tytuł mówi... Uznałam, że założę side bloga na moje wszystkie prace. Takie portfolio. Nie będę tam yappować, bo po to jest ten blog! Tamto ma działać bardziej jako moja strona na socialach.... Artystyczna :P Oczywiscie, gdy usuwam Tumblr i mam prywatnego Instagrama, to ktos sie zaczal pytac na Discordzie czy mam sociale... Doslownie nigdy sie mnie nikt nie pytal, gdy mialam wszedzie w pizdu socialow.. A teraz jak nie mam to .. Bum. No coz!

A wiec tak... Oprocz takich podstawowych must-have'ów, nie jestem zbyt aktywna na social mediach ?...... 

A więc - https://vinandler.blogspot.com/

Zapraszam, kochani! Zajeło mi z 3 godziny dodawanie tych 100 postów.

*Rysunek dla uwagi*

Farawell!
XOXO,
Vin

6 grudnia 2024

04.06.2023r.

Bez Tytułu

Na niebie promienie białego słońca,
Pomimo pory, upału tu mało.
Lawina serca trwa bez końca,
Zimno miłości tchnienie zgasiło. 

Niby zimno mojej winy jest źródłem,
O sens walczyć nie chciałaś nawet.
Bawiłaś się twardym, pustym szkłem,
Które niewidocznych rys cały ma alfabet.

Myślę, że wrócę i Ty też.
Wrócimy do porcelanowej codzienności.
Odbudujemy mury swoich rozdrapanych wież
I wyleczę się z chorej bezsenności.

Pożegnań żadnych nie było,
Słownych, niesłownych, bliskich czy dalekich,
Więc walce samotnej ufać przyszło,
Na dłoniach, sercach i umysłach kalekich.

Więc długo i boleśnie czekam,
Tym czekaniem się okrutnie uniżam.
Coraz niżej, niżej,
Ciężej, srożej.

I do dna.

Vin

4 grudnia 2024

Dylemat technologiczny

     Nie mam ciepłej wody, grzejniki są zimne, jestem chora i nie mam pieniędzy, a wstyd mi o nie pytać. Eh. A dodatkowo mam dylemat technologiczny.

    Ja już mam dość social mediów i chyba to jest ten oczekiwany peak realizacji... Bo zaczyna mnie to już naprawdę nudzić. Przez 2 lata przechodzę przez swój minimalizm technologiczny jak i ogólną świadomość w stosunku do social mediów, których chce unikać. Ale czasem jest to niemożliwe... Bo jest to część mojego życia i jest to bardzo smutne. Przeszkadza mi to, ale czasem jest tak łatwiej. Nie muszę myśleć, czy coś... Ale dopiero po tych 2 latach "świadomości" dochodzę do prawdziwej intencji... Muszę odnaleźć w środku siebie, czego chce. Czy naprawdę chcę obejrzeć ten filmik, czy tylko chce mieć coś w tle? Czy naprawdę interesuje mnie on, czy wolałabym w sumie robić coś innego? Zatracam się w tym w przypadku YouTuba. Brak Instagrama, TikToka, czegokolwiek? Okej. Ale YouTuba raczej nigdy nie usune - z powodów naukowych, praktycznych, ale i takich, że po prostu nie byłoby to wygodnie jak i sensowne. YouTube ma zupełnie inną formę i jeżeli wiesz co robisz, to jest on jakby... Poza bańką mediów społecznościowych. Dużo osób w "community" digitalowego minimalizmu dyskutuje, czy YouTube może być zaliczane do social mediów, taki fun fact. 

    I ostatnio jestem takim chaosem. Jestem po prostu zmieszana. Poprzez moją sytuację aktualną i niemoc jak i również poprzez właśnie to! Sama nie wiem czego chce... Znaczy wiem - odpocząć. Ale z drugiej strony uwielbiał interakcje na Instagramie - wstawianie głupich story, dodawanie casualowych postów... A z drugiej chcę być aktywna tylko na blogu i nie wstawiać nigdzie swoich rysunków. Nienawidze tego! Chce pokazywać światu to co lubię itp. a z drugiej strony ta aplikacja mnie niszczy. W moim idealnym życiu, prowadzę jedynie swojego bloga, mam ToyHouse i Discorda i tylko tyle. Bo na innych social mediach oczekuję reakcji, denerwuję się na jej brak, a tutaj... Nie oczekuję jej, bo wiem, że i tak jej nie dostanę. Tutaj nie ma opcji typu polubień itp. I tak nie wiem, czy ktoś czyta czy tak naprawdę nie i nie mam jak się dowiedzieć. Jest to takie wygodne... Bo pomimo tego, że na Tumblr nie widać obserwujących to jakie to ma znaczenie jak widać ilość polubień? O dziwo Tumblr bardziej doprowadza mnie do furii niż Instagram.

    A mama mi ciągle wysyła głupie rolki na Instagramie i sie wkurza jak ich nie oglądam !!!!!!!!! 

    Jestem zdenerwowana, bo pomimo że tyle się uczę o tym wszystkim i jestem taka "samo świadoma" to wciąż nie umiem zrobić podstawowej rzeczy. WYJŚĆ Z KOMPUTERA, LUB WYŁĄCZYĆ MUZYKĘ. To wszystko przez to, że się przeprowadziłam, ale z drugiej strony.. Nie. Jestem sobie tylko ja winna, bo JA mam kontrolę nad tym jak się zachowuję, co robię. Ta przeprowadzka to tylko rzucanie słów na wiatr, by mieć na co zwalać winę, za coś co jest tylko moją winą. Wstyd mi. Ale teraz chcę się poprawić.

    Wciąż mi smutno, bo jak mówiłam, kocham wchodzić w interakcje przez Instagram, ale nie lubię tej aplikacji. Co mam zrobić? Może powinnam też robić po prostu art dump tutaj, na blogu? Nie wiem, nie wiem... Usuwam też Tumblr, więc może ten blog będzie moim jedynym portfolio... Ale z drugiej strony, fajnie by było mieć oddzielny blog na rysunki.... Takie.. Ładniejsze.

    Po prostu staram się oddzielnić, np. iPad będzie do oglądania filmików na YT, a nie komputer. Komputer? Do pisania i takich rzeczy. Chciałabym szyć, malować (!!!), pisać... Jednak tych pierwszych dwóch rzeczy nie mogę, bo ani nie mam maszyny tutaj w tym zasranym pokoju, ani malować nie mogę bo znów - zasrany pokój; olejami uwale wszystko.... Jedynie mogę pisać. Ale niestety, mam od dawna zastój w pisaniu. Tęsknię za sobą z 2021, gdzie napisałam 200 stronową książkę w 3 miesiące i naprawdę, miałam zapał do pisania, codziennie to robiłam! Teraz? Jakoś... Czasem popiszę, ale nie jest to trwałe, jakbym zapominała, że mogę pisać.

    Muszę wrócić do tego, muszę wyłączyć komputer, by zacząć patrzeć w ścianę, dopóty dopóki nie przypomnę sobię o tylu innych rzeczach, które mogę teraz robić. 

 

Farawell!
XOXO,
Vin

 

30 listopada 2024

🎉 4. Rocznica mojego chorego Tworu - MOJE UNIVERSUM

 28.11.2020 rok. 
Taaa, ta historia jest już znana. Ale nigdy nie mówiłam, co było przed.
 
Nigdy nie umiałam mieć oc ludzi - jakoś... Zawsze ten typ postaci mnie nudził! Gdy tworzyłam takie ocki, szybko były one tylko 'epizodycznym' małym zainteresowaniem mojej fantazji... Niestety. Tłumczyłam to limitami tworzenia designu ludzkich postaci - i wciąż to widzę. Robienie ciekawego designu dla człowieka-oc jest dość... Trudne. Dużo oc jest nudnych, albo niewyróżniających się... Można by było je z 20 innymi postaciami... Najbardziej cierpią w tej sferze 'modern' ocki, które wciąż - często uznaję za znacznie nudniejsze do tworzenia (w moim przypadku). I zawsze tak miałam! Dlatego zaczełam robić historyczne postacie, w których mogłam bawić się takim... Innym, dawnym światem. Była w tym taka ekscytacja! Zawsze te oc, które żyją w jakimś 1630 roku robią coś innego niż my - wstajemy, otwieramy Instagrama, idziemy na uczelnie, do pracy i koniec dnia... W tym 1630 roku można chociaż jakoś estetyczniej to ukazać... Hehe :P
 
Dlatego nigdy nie będę mieć sukcesywnego uniwersum z historiami współczesnymi. Mogę mięć tylko au dla zabawy, które nawet nie ma fabuły a i tak nie jest takie współczesne bo dzieje się 20 lat temu.
 
Moja działka to... Lekkie fantasy.
 
Zawsze mówiłam, że nie lubię fantasy.. Ba! Wciąż nie lubię. Własny stworzony świat z inną mechaniką? Super!! Magia? W sumie spoko, zależy jak zrobiona. Jakieś stwory?..... Nie.. Czuję się jakbym oglądała film dla dzieci. Tak się dosłownie czuję. Od małej nie lubiłam tego typu jakiś historii... Może dlatego że mając 10 lat nie miałam co czytać, to zamiast Harry'ego Pottera czytałam książki na temat spraw kryminalnych, których akcja dzieje się w sądzie. Po prostu dla mnie, za dużo takiego fantasy sprawia, że czuję się jakaś.. Dziecinna.
Wiedźmin? To trochę co innego... Jeszcze trzyma rolę fantasy, którego lubię. Są tam stwory, ale do momentu do którego doczytałam na razie (2 tom...), większość co pamiętam to te genialne dialogi i inne takie.

Kocham wolność w fantasy... To, że nie wszystko musi być logiczne, to że to ja tworzę nowe symbole, nowe istnienia, nowe alegorie... Mogę wstawić własne myśli i mistyczny świat w coś niemalże namacalnego. Mogę oddać przekaz, bez bycia dosłowną...
 
Moje uniwersum nie jest tak bardzo w sferze fantastyki. Zawsze mówię tutaj prędzej o religii/mitologii... (prędzej religii). Wiem, że nie wypisałam jeszcze wszystkich oc, ale po prostu powiem kilka rzeczy takich jak:
 Moje uniwersum to lekkie fantasy, ponieważ:
  •  Brak jest jakichkolwiek nienaturalnych stworów (nawet fantom - Itimeir - ma postać znacznie ludzką. Najdalszą z takich jest rasa Katamenosa (...której nie lubie :()
  • Wszystko raczej bazowane jest na znanych już wzorach, nie dzieje się nic "ponad ludzkiego" np. magiczne przemiany, czy cokolwiek (nie wiem, nie znam sie)
  • Dużo rzeczy ma cielesny wpływ - nawet bogowie mogą umrzeć, krwawić itp. Nie są oni jakąś jednostką najpotężniejszą... Błagam. Jaka jest frajda w posiadaniu oc nie do przebicia?

Nawet te moje "fantastyczne" motywy, są częścią większej filozofii, bardziej niż jakiegoś wątku fantastycznego. Samo fatum i rola jego w tej samej religii... Jak Itimeir jest tworem/błędem samego fatum, a jednak zostaje wybrane przez nie by kontynuować swoje życie u jego boku... Fatum to nie jest jakiś potwór, czy majestatyczna zjawa. Nikt nie wie czym to jest, czy to w ogole istnieje - każdy wierzy jednak w tą moc... Widzę moją historię raczej jako spirytualny bełkot, niż przypowiastka o dziejach fantastyki

A więc, 4 lata i jestem tutaj. Jak stworzyłam te całą historię i całe uniwersum - które na ten moment jest ogromne, ale nawet w połowie nie skończone - właśnie zaczęłam 1 klasę liceum, a teraz jestem na 1 roku studiów.

Heh.

Można uznać to, za dzieło mojego życia... Jak nie życia, to młodości.

 2020 rok                                                                                      2024 rok

 
Farawell!
XOXO,
Vin

25 listopada 2024

Piosenka tygodnia - 18 - 24.11.2024r.

Piosenka tygodnia!

Holy, Holy - Geordie Greep

 Czemu?!

AHHHHH DOSŁOWNIE KOCHAM TO. KOCHAM TEN VIBE CHAOTYCZNEJ PIOSENKI ZDESPEROWANEGO TYPA, KTÓRY BRZMI JAKBY ŚPIEWAŁ W MUSICALU. my theater kid inside shows up....... 

Ale naprawde - na początku myślałam, że ta piosenka jest z jakiś lat 90. czy 80. przez tę okładkę na Apple Music itp.. Patrze.. 2024?! No nieźle. A dodatkowo to jakiś zaczynający artysta hehe. Lubie ten vibe. A teledysk mnie zaskoczył Lol. Jest tak artystycznie drętwy, że nadaje to oryginalnej otoczki....

No więc blastuję tę piosenkę od ponad tygodnia, aż mój sąsiad mnie napewno chce zabić za te dziwne piosenki, które puszczam.

ALE BŁAGAM! TEN MOMENT W 2:55 AHHHHHHH PO PROSTU BŁAGAM! Mogę sobię wyobrazić sobie Irmesa i Parisa. Kinda their vibe tho.... Pasuje do nich :-) Pov Parisa oczywiście.


XOXO,
Vin

19 listopada 2024

Moje główne OC - KATAMENOS (2/4)

Kolejny wariat - Katamenos... Oficjalna oc, która rozpoczeła całe moje universum, tego piątkowego wieczoru, gdy wracałam z zabiegu w Warszawie i byłam tak zmordowana, że cały ten stwór mojej wyobraźni wydawał się jakimś fever dream'em. A to tylko zbrukany arystokrata, potępiony za życia jak i za śmierci, nienawidzący wszystkich, bo stracił wiare w ludzkość... Pomimo że tak łatwo umie sie zakochać w kimkolwiek, kto tylko okaże mu najmnniejszy gest życzliwości. Świat jest taki pogmatwany, gdy żyjesz w kraju, w którym słowo 'ateista' jest równe śmierci, hm?

Also - nie wiedziałam jeszcze co to Lalka przed stworzeniem Katamenosa, więc te podobieństwa z Wokulskim są przypadkowe Lol, ale tak - oni są tak cholernie podobni, ale dla mnie to flex! Bo jak mówiłam... Nie miałam jak się nawet inspirować Lalką :o 

─── ⋆⋅ ♰ ⋅⋆ ───

Katamenos d'Arkerjas

"I'm scared of the love that I have for You, because I know it will ruin me. And I also know that I will let it."
 
"You ask… Why wouldn’t I become some kind of alcoholic or drug addict to stop feeling anything? Well, my dear friend… Because mental death might be a final end of me. My vivid feelings and loud thoughts are the last remains of me."
 
     Liberalny ateista w świecie ortodoksji. Potępiony za życia, jak w zaświatach.
    Stoicki, poważny i zimny, ale w środku wrażliwy, pozbawiony nadziei romantyk... Liberalista, który chciał odcisnąć piętno na społeczeństwie, ale w trakcie tego procesu doznał nieodwracalnego piętna traumy. Katamenos urodził się jako pierworodny syn oligarchicznej rodziny Asajiru, która również rządziła krajem. Dorastanie jako ateista spowodowało, że miał duże konflikty ze swoim ojcem - rygorystyczną, a nawet toksyczną osobą, która nawet zmusiła Katamenosa do poślubienia kobiety znacznie starszej od niego, zważając na fakt, że była wpływowa, a dodatkowo... Joacheim znacznie za nią przepadał...
    Głównym punktem kulminacyjnym historii Katamenosa było odrzucenie przez niego świętej ofiary dla bogini Evdapos - dając innym do zrozumienia, że nie może pozwolić religii kontrolować swojego życia. Obraz jego zagorzałego religijnie ojca, który żarliwie się modlil, a potem znęcał się nad swoją żoną i dziećmi, wspierając tylko młodszego, ulubionego syna utrzymywał mu się w głowie. Wszystko to sprawiło, że Katamenos stał się martwy w oczach wszystkich. Nawet jego rodziny. Stał się wyrzutkiem, potępionym za życia, jak i w zaświatach. A po kilku latach, był już tylko widmem osoby - zrujnowanego poety.
    Katamenos nigdy nie dowiedział się, że kilkadziesiąt lat po swojej śmierci stał się autorytetem największego ruchu antyreligijnego Asajiru, a jego książka została największym arcydziełem literatury Asajiru - źródłem historycznym jak i kulturowym.
    Jak ludzie mówili... Okazało się, że ateizm Katamenosa się mylił - po zabójstwie stanął twarzą w twarz z istotą, którą był pewien, że już kiedyś widział... W swoim paraliżu sennym lata temu... Itimeir był niczym prawdziwa mistyczna nimfa, eksperymentująca z ludzką duszą. A dusza Katamenosa była już wystarczająco zrujnowana, by rujnować innych.

Symbolizm (mój)

"Skutki mentalne po odrzuceniu i ignorancje przez społeczeństwo. Ogólny wstręt do ludzi, spowodowany desperacją, brakiem empatii czy zrozumienia, a także różnice religijne. Niemiej jednak, darzenie uczuciem kogokolwiek, kto tylko ukaże najdrobniejszy akt życzliwości - idealizacja. Problematyka osoby zrujnowanej społecznie, która zamieniła się w najgorszą wersję siebie przez społeczeństwo, pomimo tego, boi się, że rujnuje każdego, z kim tylko się zbliży. Zrujnowany romantyk, który nie jest w stanie zaakceptować swojej wrażliwości i trudnych uczuć."

─── ⋆⋅ ♰ ⋅⋆ ───

Informacje podstawowe

Historia (religia):  Evdanizm

Motyw (piosenka): Jakakolwiek piosenka Myslovitz, albo Trójkąt Warszawski Taco... Ogólnie polskie smutasy
 
Symbol (religijny):  Rzeczywistość

Data utworzenia: 28. listopad 2020 roku

Pełne imię:  Katamenos d'Arkerjas

Rodzina:  Joacheim d'Arkerjas (ojciec), Margaret (Lindt) d'Arkerjas (matka). Rodzeństwo: Lou, Aret, Velda, Astoria, Daerois (nie pamietam czy tak sie pisalo jego imie bo ten zgred umarl po 6 latach zycia)

Wiek (biologiczny): W chwili śmierci 33 lat (lata w Asajirze są wydłużone)
 
Wiek (wygląd): Mi to wygląda na 40stke dziadyga

Płeć: Mężczyzna
 
Wzrost: 194 cm

Data urodzin: 24 Grudnia 1838 roku
 
Miejsce urodzenia: Asajir (stolica)

Data śmierci: 31 Grudnia 1876 roku, w czasie balu noworocznego
 
Przyczyna śmierci: zabójstwo - dźgniecie nożem w plecy

Rasa/kraj pochodzenia: Człowiek - Asajirczyk

Rezydencja: Rodzinny pałac w Asajirze. Po śmierci - Cuir

Status społeczny: W życiu - najstarszy syn panującej krajem, oligarchicznej rodziny, później generał armii (pozycja utracona)

Mbti i enneagram: INTJ 4w5

Temperament: Melancholik-Choleryk

Orientacja seksualna: nieznana

Status w związku: w związku z Itimeirem

─── ⋆⋅ ♰ ⋅⋆ ───

------OSOBOWOŚĆ------

Katamenos stara się być uprzejmy dla innych (zwykle mu się to nie udaje), ponieważ jako arystokrata został dobrze wychowany i nauczony bycia dżentelmenem. Wykonuje swoją pracę po cichu, bez żadnych argumentów, tylko jeśli uważa, że jest to słuszne z jego moralnym kompasem. Katamenos prawie zawsze dodaje swoje sarkastyczne komentarze... Czasem są  to jego jedyne słowa w konwersacji. Nienawidzi, gdy ktoś próbuje go poznać, lub zbliżyć się jakkolwiek do niego, jest to rodzaj mechanizmu obronnego po latach bycia samotnym. Bardzo podejrzliwy w stosunku do innych. Woli rzucać nieznajomym onieśmielające spojrzenie niż miłe. Katamenos często mówi to, co myśli, nie zawsze chcąc być złośliwy (a może chce?). Ma on również honor i to ogromny. Zrobiłby wszystko, co uważa za dobre, nie boi się konsekwencji, przez to, że zawsze ma plan i czuje odpowiedzialność za wszystko, co robi lub mówi. Pozostaje wierny sobie, swoim słowom i przekonaniom. Dodatkowo, jest typem osoby, która uwielbiałaby być liderem i początkowo byłaby w tym dobra, ale na ogół nie czuje potrzeby władzy. Ze względu na swoją inteligencję i umiejętności obserwacji, jest w stanie wiele powiedzieć o osobie po tym, jak się zachowuje, a jego słowa często były postrzegane jako coś mądrego. Katamenos zazwyczaj nie lubi przemocy, ale jeśli ktoś położyłby palec na kimś, kogo kocha, to istnieją wyjątki.
 
Wydawał się być naprawdę surowy, zimny i prawie nigdy się nie odzywał ani nie uśmiechał.Co prawdopodobnie jest prawdą, chociaż w środku Katamenos jest naprawdę sentymentalny, wrażliwy i sprawia wrażenie nieszczęśliwego romantyka. 

Ma tendencję do romantyzowania, a dodatkowo zakochuje się tak łatwo w swoim życiu, że aż tego faktu nie cierpi i wstyd mu za to. Katamenos nienawidzi własnych myśli niszczących jego umysł, ciągle myśli, ż eza dużo myśli (Lol). Widzi w sobie żałosną osobę, która tak łatwo zakochuje się w byle kim, ale jest to coś nad czym nie panuje. Czasem ta miłość, nawet wchodzi w obsesję.

+ Psychoanaliza

"Wydaje mi się, że już to wywdzięczało, ale wejdę tutaj w zdrowie psychiczne. 
 
    Jego zdrowie psychiczne było złe, odkąd sięgał pamięcią. Katamenos zawsze czuł, że nie należy do swojej rodziny. Czuł, że nie ma nic wspólnego z arystokracją w Asajjrze, zawsze nie trzymał się norm społeczeństwa pieniądza. Surowy ojciec sprawiał, że życie Katamenosa było o wiele bardziej bolesne i pełne gniewu i poczucia ciągłej walki, niż mogłoby być bez niego. Tak naprawdę, gdyby nie pewne osoby w jego życiu, Katamenos prędzej popełniłby samobójstwo... Miał to w planach, albowiem bycie duchem w oczach wszystkich dookoła sprawiło, że sam poczuł się jak duch - zaakceptował, że tylko przeszkadza i zajmuje miejsce w pałacu dla innych. Przestał wychodzić z domu, tak naprawdę miał nocny tryb życia, by nie musieć patrzeć na obojętność ludzi. Katamenos nie czuł nic, ale w tym samym czasie czuł wszystko. Wiedział, że gdyby tylko mógł cofnąć czas, mógłby chociaż zjednać się ze swoją matką, która po cichu chciała pomóc synowi, jedak jej mąż zabronił wtrącania się kobiecie w takie sprawy.
      Katamenos zawsze zastanawiał się, że może gdyby jego życie było inne, mógłby być inny, bardziej otwarty, mniej zmęczony... I kochany. Mógłby być kimś innym, gdyby nie to. 
    (Dalej w jego historii) Ostatecznie wykończyła go śmierć Itimeira. Stracił wiarę i rozsądek we wszystko. Wszystko, czego chciał, to po prostu zniknąć, nie musieć trwać w tym bezczasie afterlife'a. Wszyscy, których kochał zawsze uciekali, umierali. Wszystko, czego dotykał rujnowało się, jakby zarażał innych swoim skażonym umysłem. Chciał po prostu przestać istnieć, ponieważ nawet bycie martwym było wyczerpujące. Podejrzewana głęboka depresja za życia.

Umiejętności

  • Poezja/pisarstwo
  • Granie na fortepianie
  • Jeździectwo i arystokrackie gry


Ulubione! <3

Kolory:

Beżowy, nocny granat
 
Zapach:
 
Letni deszcz
 
Częśc ubioru:

Laski (nie takie) i peleryny

Styl ubioru:
 
Whatever, bro doesn't care
 
Kwiat:

Asajirskie leijie

Jedzenie:
 
Ciasta czekoladowe np. brownie
 
Picie:

Herbata (prawdziwy arystokracki import)

Część dnia:
 
Noc
 
Pogoda:
 
Wiosenna/Przedwiośnie
 

─── ⋆⋅ ♰ ⋅⋆ ───

------HISTORIA------

Katamenos urodził się 24. grudnia 1838 roku jako pierwsze potomstwo Joacheima i Margaret d'Arkerjas - nowo założonego rodu oligarchicznego, które niedawno przejęło władzę nad krajem - Asajirem. Niestety z powodów traumatycznego przeżycia, Margaret nie była w stanie zajmować się swoim synem, toteż ich więź nigdy nie mogła odbudować się na nowo. Przez większość swojego życia, Katamenos nie czuł nic głębszego do swoich rodziców - uważał ich za tych nad nim, nic więcej. Mimo tego, z początku jego ojciec chciał "wytresować" młodzieńca na dobrego polityka i szczerze - udało mu się to, albowiem nawet jeżeli Katamenos nienawidził Joacheima, to do końca życia miał w sobie dryg polityczny.
Pierwszym konkretnym wydarzeniem w życiu Katamenosa była jego historia miłosna z arystokratką - Karmen. Potajemnie spotykali się i byli kochankami, dopóty dopóki jej rodzice nie zmusili jej do poślubienia innego mężczyzny. Po tym, jak dowiedzieli się o Katamenosie, rodzice Karmen zaproponowali pojedynek między młodymi przy użyciu rewolwerów. Pierwszy, który zastrzeli drugiego bez zabijania, poślubi Karmen. Niestety Katamenos nie wygrał, nawet jeśli był wtedy generałem armii (taka ma być ironia). Został postrzelony w nogę (co spowodowało jego kontuzję, przez co chodził wolniej nawet w życiu pozagrobowym) i przegrał. Karmen w dniu ślubu popełniła samobójstwo, a Katamenos do ostatnich dni miał wrażenie, że to on ją zabił i przez całe życie czuł się winny. Później, te same uczucie wróci w postaci Itimeira... Te całe wspomnienie jest małym sekretem rodziców Katamenosa, ale był to pierwszy punkt zaczepny jego ojca. Zobaczył w nim słabe ogniwo i po prostu czuł wstyd za splamienie nazwiska.
---
W XIX wieku stało się powszechne, że najwyższe rodziny arystokratyczne i oligarchiczne w stolicy poświęcały swoje rogi dla Evdapos jako podziękowanie i pokłon. Odnosiło się to tylko do najstarszych synów rodzin arystokratycznych. Ten, kto miał największe i najlepiej wyglądające rogi, składał je w ofierze. Dlatego też wiele rodzin traktowało swoich najstarszych synów inaczej, aby zapobiec uszkodzeniu ich rogów w jakikolwiek sposób nawet w młodym wieku. Poświęcenie było naprawdę szanowane przez społeczeństwo, a ten, kto nie złożył ofiary, był skazany na klątwę i potępienie w życiu pozagrobowym, tak jak za życia.... Katamenos miał postawić się w tej sytuacji. Został wybrany na tego, który miał złożyć ofiarę, jednak przez swoją zaciętość w poglądach i chory sceptyzm religijny, wolał skończyć jako ten 'potępieniec', niż pozwolić jakimś bujdom miotać jego życie... I honor! 

Osamotniony w swoim domu, na kilka miesięcy przed poświęceniem, zaczął przyjaźnić się ze swoją siostrą - Lou, która odbudowała mu w przyszłości nadzieje na dobre dusze w człowieczeństwie. To ona była jedyną oporą w tym arystokrackim życiu, które przymuszony wiódł. Nawet, gdy po wejściu do zdobionej na złoto sali odmówił uroczyście poświęcenia i wyszedł w ciszy, Lou zawsze widziała w nim autorytet. Podziwiała go, jednak większość wysoko postawionego społeczeństwa skreśliła potomka oligarchów na wieki. Z tym - jego ojciec.

Zaczęło się piekło. Krzyki, groźby rewolwerem, szamotaniny. Katamenos tak naprawdę cudem uszedł życiem, albowiem gniew Joacheima był groźny niczym dziki niedźwiedź, z którym Katamenos od zawsze walczył... Jednak niekiedy zaczął się bać podnosić głos na ojca - zaczął się wycofywać z życia dla swojego dobra. Dla dobra matki, która chciała odnowić relację ze swoim zaniedbanym synem, ale jej mąż groził, że wygoni ją z domu i skończą się dla niej jedwabne suknie.
Z początku Katamenos nie wychodził z domu przez długie miesiące, które zamieniały się w lata. Jedyne osoby, które widywał to Lou i jego przyjaciel - Maximillian, z którym często spotykał się za nocy. Mężczyzn połączyła nienawiść do Joacheima, albowiem Maximilian zawsze powtarzał, że gdyby nie jego zmiana w prawie, to jego ojciec - Senator nigdy by nie zbankrutował i nie zmarł na gruźlicę z rozpaczy, przez co teraz Maximilian musi zarabiać poprzez sprzedaż starych pamiątek i kolekcji zegarków. Katamenos zawsze umiał poczuć pocieszenie w towarzystwie swojego nieco drwiącego, niekiedy przygłupiego, ale za to wyrozumiałego przyjaciela. Maximilian nigdy nie wykorzystywał pozycji Katamenosa, mimo swojego stanu rzeczy, nie prosił o pomoc materialną.

Katamenos powoli się kończył. Mentalnie i fizycznie, albowiem zaczął odliczać dni do swojego samobójstwa. Był cieniem osoby, wrakiem, duchem uczynionym przez społeczeństwo i jego zaciekłość w religii, braku otwartości umysłu. Był traktowany przez każdego, jakby już naprawdę nie żył. I nie jest to dramatyzowanie - nikt nie witał się z nim, żadna z pokojówek czy innych osób z domostwa nie ukazywała mu już respektu, czy nie wypełniała swoich prac w jego zakresie. Był to rozkaz Joacheima, lecz i ich własna "moralność". Katamenos był potępiony, zasługiwał tylko na karę, jakby wszyscy inni chcieli go przygotować na to, jak będzie cierpiał w piekle. Po długich latach, Katamenos się poddał. Ludzie dostaną tego co chcieli.

Oznaczył datę własnej śmierci i zaczął pisać dzieło swojego życia. "Zegar straconych" rozpoczął się prologiem pod postacią własnego monologu filozoficznego nad własną sytuacją. Część ta kończy się historią o tym jak kupił dla Maximiliana sklep, w którym mógł rozwijać swój biznes i zarabiać pieniądze na siebie. Katamenos opisywał przeróżnych ludzi spotkanych w sklepie, których obserwował ukryty w zapleczu sklepu. Opisywał sytuacje, bawił się w obserwatora z własnymi komentarzami i refleksjami. Skończył pisać niemalże w punkt. Katamenos miał popełnić samobójstwo po nowym roku, jednak został wyręczony i po tym jak opuścił w agonii bal noworoczny, został zamordowanych przez grupę zatrudnioną przez jego młodszego brata, Areta.

W swoim testamencie napisał jednie "Najmilszy Maximilianie - 'Zegar straconych' ma zostać opublikowany"

--

Katamenos się mylił, a teraz był postawiony w Metavi pośmiertnie i wrzucony szybko do Kasadu, zmuszony do roli 'laleczki' Itimeira. Ta cała agonia mieszała się z jego myślą, że całe swoje życie przebolał dla 'prawdy', która okazała się fałszem. Tak bardzo wieżył w coś, co było nieprawdą. A teraz siedział w jednym pokoju ze znienawidzoną przez cały ludzki kult religijny zmorą.
 Jeszcze na długo przed śmiercią, Katamenos po raz pierwszy zobaczył Itimeira. Jednak ta historia zostanie opisana w następnym wpisie, który już jest w większej połowie przygotowany.

"I Po długim czasie... Itimeir po raz pierwszy widzi potępionego demona, wchodzącego do jego głównej sali zamkowej ... Katamenos d'Arkerjas. Minęło sporo czasu, odkąd Itimeir widział prawdziwą ludzką duszę... Więc... coś się w nim zmieniło. Itimeir potraktował Katamenosa tak, jak normalnie potraktowałby kogoś takiego (+Katamenos był POTĘPIONY.) - z okrucieństwem. Przyłożył mu nawet nóż do gardła, grożąc mu. Ale tym razem okrucieństwo Itimeira było... chaotyczne. Zachowywał się naprawdę niezdarnie, wszędzie go było pełno. Nie był w stanie patrzeć Katamenosowi prosto w oczy (hihihih). Więc... Katamenos został w Kasadzie. Itimeir powiedziałby, że wciąż tu jest, ponieważ bóg był ciekawy go jako stworzenia, chcąc poznać życie człowieka... Ale z drugiej strony Itimeir czuł coś dziwnego. Nie będę zdradzać całego lore na temat ich związku, ale mieli naprawdę ciężki początek, odnajdując się w toksycznych zachowaniach, ale jednak Katamenos wyznając Itimeirowi swoją (toksyczną) miłość. Byli więc razem. Itimeir, ze swoimi złudzeniami wobec Katamenosa i Katamenos, ze swoją desperacją i brakiem nadziejnego romansu i samotnością wyrzutka. (BEDZIE ODDZIELNY POST O NICH)"
 
 Ale tak, nie wiadomo czy to z desperacji, szaleństwa czy też swojej natury, Katamenos wszedł w chorą miłość z czymś, co powinien nienawidzić. Czasami zastanawiał się, czy nie kocha Itimeira tylko dla tego, by dołować siebie nad swoją pomyłką z życia, jako przypomnienie, że się mylił. Jednak to Itimeir uratował go przed upadkiem - Itimeir chciał by jego partner miał znaczenie i dzięki temu Katamenos nie musiał się martwić ciężkim życiem typowego potępieńca. Nie zamieszkał w Kasadzie jak ludzie i dzięki odizolowanej przestrzeni obdarowanej przez boga, mógł poczuć się chociaż na chwilę dobrze. I był tak cholernie wdzięczny. Na chwilę wszystko było okej. Katamenos zyskał czas i pole do poprawy swojej osoby, był motywowany miłością do Itimeira... Który jednak nagle umarł.
 
W tym całym chaosie ataku, tylko Katamenos nie walczył -  nie tylko dlatego, że myślał racjonalnie, ale dlatego, że był zajęty... Itimeirem. Znalazł swojego partnera w zamku, gdy ten był już prawie martwy... Bóg ledwie przytomnie spojrzał mu w oczy, gdy Katamenos trzymał go we własnych ramionach, nie bardzo wiedząc, czy powinien coś zrobić... Czy po prostu siedzieć tutaj ze swoją miłością, trwając przy jego śmierci. Ale Itimeir nagle przemówił słabym głosem, nalegając, by Katamenos wbił swój sztylet głębiej, by mógł w końcu opuścić to życie w spokoju. Katamenos początkowo odmówił, bojąc się, ale w końcu zrobił to, co mu kazano.

Katamenos nigdy nie mógł otrząsnąć się z uczucia, że teoretycznie zabił Itimeira.
 
Katamenos już nigdy nie znalazł spokoju, pozostał widziany jak włóczył się po krainach zaświat, w poszukiwaniu tego, czego już nigdy nie dostał. Zabrano mu ostatnie cząstki człowieczeństwa. 

Na zawsze.
 

Wpływ historyczny

    Katamenos zyskał popularność w Asajjrze dopiero wiele dekad po tym, jak został zamordowany. Zaczął być symbolem dla wielu liberalnych partii politycznych i nurtów społeczno-politycznych. Ludzie zaczęli usprawiedliwiać jego czyny i odkrywać prawdę o jego śmierci, 40-50 lat po fakcie. 
    Również jego pierwsza i ostatnia książka miała w tym duży udział. Napisał ją jako własne świadectwo, ostatnie słowo w sytuacji własnego życia. W prologu wygłosił wielką mowę/monolog o swoim zrujnowanym życiu, o swoich przemyśleniach na temat całej tej sytuacji, żalach, ale i akceptacji. Później książka ta wywarła duży wpływ na społeczeństwo i stała się częścią kanonu literatury. Prolog był często cytowany, a prawie każdy, kto był w szkole średniej, pamiętał przynajmniej początek. Można powiedzieć, że jego dzieło zostało lekturą szkolną.
    W życiu pozagrobowym jego znaczenie było niewielkie. Gdyby nie Itimeir, zostałby zapomniany i nigdzie by o nim nie wspomniano.
 

─── ⋆⋅ ♰ ⋅⋆ ───

------RELACJE------

(główna czwrórka)

Itimeir

 (skopiuję z wpisu o Itimeirze)
 
 (Ta sekcja jest naprawdę skrótowa - albowiem zrobię oddzielny wpis o nich :p)
 
Tak więc, trudno mi o nich mówić skrótowo. Moja zasada - albo szczegółowo albo wcale! nie umiem inaczej. A więc po prostu powiem, że ogólnie od początku Itimeir widział w nim swoje oparcie, tą twardą dłoń, której mu brakowało. Dzięki Katamenosowi nauczył się odróżniać pożądanie od miłości, bo podczas gdy Itimeir jest hyperseksualny, to Katamenos... Odwrotnie - najbliżej mu do aseksualnej osoby. Ogólnie - ich dynamika wygląda tak:
Itimeir pierdoli głupoty 24/7, a Katamenos słucha. Itimeir robi dla niego girlandy z kryształów i płacze, gdy przypadkowo je rozbije, a Katamenos śmieje sie z niego... Podczas gdy w nocy pisze wiersze o istocie, która ukazała mu się we śnie/paraliżu sennym jeszcze za życia... Katamenos zakochał się w Itimeirze od pierwszego wejrzenia - Itimeir niekoniecznie, bo on sam nie wiedział co to miłość. Nie umiał stwierdzić co czuje, myślał, że to tylko jakieś przywiązanie... On naprawdę kompletnie nie wiedział na czym to wszystko polega. A Katamenos? Wiedział aż za dużo.

Przez 3/4 istnienia ich shipu zazwyczaj kojarzyłam ich ze smutną/dość depresyjną scenerią dwóch osób, które są nieodpowiednie dla siebie, ale pchają swój związek aż zadziała, tylko dlatego, żeby nie oszaleć z samotności... Tak - taka jest idea ich shipu i analiza, jednak... Ja nie chce trwać w tym smutku sprzed 4 lat temu. Chcę się zmieniać, a oni zawsze zmieniali się ze mną. 

Teraz ta dwójka jest szczęśliwa, bo ja chcę być taka. 
Dlatego też ewoluowałam ich związek, tak że oboje stają się lepszymi osobami - Katamenos bierze się za siebie, zaczyna być wrażliwym na innych i uczy się życia w społeczeństwie od nowa. Pracuje nad sobą, fizycznie i mentalnie - uczy się na Itimeirze. A Itimeir? Jak już wcześniej mówiłam - uczy się zdrowej miłości. I oni naprawdę, byli szczęśliwi razem.

Ale Itimeir umarł i Katamenos już nigdy nie znalazł domu.
Wiecie co dla mnie też jest piękne? To Itimeir był tym, który uratował Katamenosa. Ponieważ bez Itimeira Katamenos był nikim. Nie miał schronienia, bezpieczeństwa, nie miał miejsca, w którym mógłby być bezpieczny - był tylko człowiekiem, a dodatkowo potępieńcem, czyli najniższą istotą w hierarchii. A Itimeir? Był najwyżej w ziemskiej hierarchii, i to właśnie ta boska fantomiczna istota zdecydowała się przelać na siebie jeszcze więcej dziwnych spojrzeń i szeptów demonów, tylko by chronić człowieka. Kiedy Itimeir był w pobliżu, Katamenosa można było nazwać kimś akceptowalnym, ponieważ Itimeir tak nakazał (to dlatego, kiedy Itimeir umarł, Katamenos czuł się naprawdę niepewnie i rzeczywiście nie mógł zbliżać się do Kasadu). 



Irmes

Katamenos wywarł najgorsze pierwsze wrażenie na Irmesie. Ich pierwsze spotkanie miało miejsce niedługo po wielkiej kłótni Katamenosa i Itimeira, która naprawdę zraniła boga. No, więc pierwszą rzeczą, jaką zrobił Irmes, było złożenie człowiekowi naprawdę miłej wizyty i wyrzucenie mu każdego popełnionego błedu i skazy w jego osobie - Irmes był naprawdę wściekły - a na domiar złego, nienawidził potępieńców. Powiedział Katamenosowi „spójrz, co zrobiłeś”, mówiąc o tym, jak Itimeir płakał przez długie godziny przed przyjacielem. Ta sytuacja sprawiła, że Irmes bardzo uważała na Katamenosa i cały czas ma go na oku. Katamenos również był tym bardzo sfrustrowany, ponieważ Irmes... Trzeba powiedzieć - bardzo go onieśmielał. Wcześniej widział go tylko z daleka lub z opowieści Itimeira, który mówił że Irmes nie rozmawia z nikim niższym hierarchicznie. Prawie nikt nie wprawił Katamenosa w takie zakłopotanie za jego życia lub po nim, jak Irmes. I Katamenos wiedział, że na to zasłużył.

Katamenos o dziwo darzył go sporym szacunkiem... Rozumiał punkt jego widzenia i widział w zachowaniu bożka słuszność. Nie czuł, że bożek w ogóle powinien rozmawiać z kimś takim jak Katamenos. Ale mężczyzna wciąż miał chwile, w których nie miał żadnych barier w mówieniu Irmesowi takich zwykłych docinek jak „po co zakrywasz twarz, skoro i tak będziesz chodził półnagi?”
 
Po śmierci Itimeira Irmes był wściekły na Katamenosa za to, że nie był w stanie ochronić swojego partnera, mimo że Irmes również nie mógł. Bożek, zaraz po uspokojeniu ataku w Kasadzie, przyszedł do Katamenosa wciąż ze swoją armią i zaczął wściekle krzyczeć na niego, że nie był w stanie chronić swojego kochanka i nie wspierał go w chorobie (psychicznej), co nie było prawdą, ale Irmes był zbyt wściekły, by nawet dobrze myśleć. Ostatecznie jednak to Irmes oddał Katamenosowi koronę Itimeira.
 

Paris

Szczerze? Nie mam co tutaj mówić, bo oni nigdy ze sobą nawet kontaktu nie mieli i nie powinno wydać się to dziwne, ale Katamenos patrzył trochę gniewnie na Parisa, wiedząć o krzywdzie, którą kiedyś miał wyrządzać Itimeirowi... Nie znał całej historii - jednak wciąż omijał Parisa szerokim krokiem.


Bonusowo - Lou (siostra)

Lou pojawiła się w życiu Katamenosa dopiero jakiś czas przed odrzuceniem ofiary. Wcześniej się go bała, ale zobaczyła jak wpływowy i potężny w swoich słowach jest jej brat i zapragnęła być taka jak on. To Lou nauczyła go zdrowej wrażliwości i że okazywanie uczuć jest w porządku. Lou przekazału mu, jak cieszyć się małymi rzeczami w życiu i jak powinien być delikatny dla właściwych ludzi. To tak, jakby wykształciła w nim poczucie delikatności. Lou była prawdopodobnie jedyną osobą, która widziała jego troskliwą, słabszą i opiekuńczą stronę za jego życia, była jedyną osobą, która sprawiła, że Katamenos czuł się bezpiecznie we własnej skórze. Wiedział, że przy niej może nawet płakać. Katamenos był wdzięczny za jej wsparcie i troskę. Dał jej więcej pewności siebie i lekcji życia, których potrzebowała, co sprawiło, że stała się niezależną i silną kobietą. W rzeczywistości mieli tylko siebie nawzajem w swojej rodzinie... Zanim ich relacja stała się bliska, byli zupełnie sami, bez nikogo... I Katamenos był tym, który otworzył drzwi do ich relacji. 
Blisko swojej śmierci, Katamenos zaczął odczuwać niepokój, gdy był sam, ponieważ zawsze czuł, że ktoś go śledzi. Tylko Lou wiedziała o jego halucynacjach i była tą, która go pocieszała i uspokajała. Jedyną rzeczą, którą Katamenos wciąż ma, która jest z nią związana, jest kompas, który Lou dał mu przed śmiercią. Pierwotnie należał do ich matki.
 

─── ⋆⋅ ♰ ⋅⋆ ───

GALERIA

Pomimo, że Katamenos był pierwszą moją oc z uniwersum, to nie ma dużo jako tako rysunków :c Zawsze mi z tego powodu smutno - ale najśliczniejsze rysunki (i najwięcej) ma z Itimeirem! Ale na razie wstrzymuję się z dodawaniem shipowych rysunków, bo chciałam je dodać we wpisie o ich związku

Katamenos i Maximilian



Katamenos i Aret - młodszy brat




Katamenos pociesza mnie przed maturą


 

 


 

 XOXO,

Vin