20 kwietnia 2025

Nikt mnie w życiu nie uratuje

     Hej! Dawno mnie tu nie było. Wiem. Przepraszam - jakoś nie miałam wiele ochoty by pisać długie posty, i nie miałam wiele pomysłów na nie.

    A to był naprawdę dziwny miesiąc - można powiedzieć ze dwa.  

    Przez ten czas zauważyłam jak bardzo jest ze mną źle pod względem samotności i tego, że nie mogę mieszkać sama - tak jakbym psychicznie nie była do tego zdolna. Wstyd mi bardzo, tak bardzo wstyd, mimo że czuję wolność w samodzielności... Że mogę robić to co ja chce i jak chcę - że wybieram ja co kupuje i czym się otaczam (np. to że zamieniam niemalże wszystkie plastikowe opakowania na szklane, przesypując jedzenie właśnie tam. Moja mama by powiedziała "a po co Ty to robisz? Eeee daj spokój, idź mi z tym")... Jeżeli nie kupię mleka i nie będę miała śniadania na jutro to będzie to moja wina i to tylko moja - i musze cokolwiek wymyśleć. 

    Ale z tym również ciągnie się to, że gdy jest mi źle, nie ma nikogo, by mnie "uratował". W tym momencie powiedzenie, że nikt mnie nie uratuje w życiu jest nie tylko prawdziwe w naszej mentalności ale i... Ogólnie. Nikt mnie nie uratuje gdy jestem sama. Wiele moich wieczorów spędziłam w siedzeniu w łóżku, tępo wpatrując się w filmiki na YouTube (ale nie oglądając ich), bojąc się o to, że mój mały ból w brzuchu, w klatce, gdziekolwiek zamieni się w coś z czego się nie podniosę, po prostu upadnę i nie wstanę, a nikt o tym się nie dowie, bo mieszkam sama. Nigdy w życiu nie miałam takich myśli, aniżeli teraz - jest to przerażające. Tak naprawdę mogę umrzeć w swoim pokoju i nikt nie będzie wiedział, dopóki ktoś nie zadzwoni do kogokolwiek by ten sprawdził co jest grane. Każda zła zmiana w moim fizycznym stanie prowadzi do tej gonitwy myśli, gdzie potrzebuję kontroli nad każdą sprawą, już opracowywując plan co zrobię, a czego lepiej nie robić. Boję się sytuacji, gdzie nie kontroluję bólu, swojego samopoczucia. Muszę kontrolować wszystko, by mnie nic nie zaskoczyło, coś co by wycisnęło ze mnie o trochę za wiele emocji.

    Nie rysowałam, nie pisałam za wiele ostatnio - z wiadomych przyczyn. Trochę mnie to niepokoi - chciałam już dawno skończyć pliki z mojego uniwersum. Jestem przekonana, że już rok temu zaczęłam je spisywać.... A nie, jeszcze nie. Nie ważne. Ale te zdanie zostawię, bo nie chce mi się go kasować.

    Tak, bardzo często boję się, że dorosłe życie odpędzi mi moje historie. Bo gdy wracam np. do domu, to nie rysuje, nie myślę o oc - tak jakby mój pokój już nie był miejscem, w którym to wszystko powstało, można powiedzieć, że to miejsce narodzin... Którego mój mózg już nie rejestruje. Teraz przestawiłam się na Łódź - nawet czytać, pisać itp. lepiej już mi się tam robi. Z jednej strony moje nawyki już się przestawiły, ale emocje jeszcze nie. I wciąż mi tak samotnie - czuję, że za bardzo chcę nie być samotna i wtedy jest mi jeszcze gorzej. Nawet Tindera zainstalowałam, ale zaczęłam coraz częściej przez niego widzieć pary chodzące wokół mnie, gdy sama siedzę w parku. Wydaje mi się jakby każdy teraz był w związku, tylko ja nie.

    Od wczoraj biorę SSRI od psychiatry. Bardzo się bałam - a to taka ironia... Hah?! No nic, narazie jest dobrze, a boje się i tak, bo każdy tak antagonizuje antydepresanty, że aż człowiek nie chce się już leczyć. Przestańcie w końcu mówić prawdę, bo czasem jest ona słabym bełkotem.

Farawell!
XOXO,

Vin

7 kwietnia 2025

Wygodna nagość

    Delikatne, ciepłe światło dobiegające z płomieni kominka rzucało swoje światło na niemalże każdy zakątek pokoju, niemniej jednak, najjaśniejszym punktem w tym momencie dla Parisa był Irmes. Gdyby tylko bożek nie miałby na sobie welonu, demon mógłby oglądać niewyraźne rysy na twarzy bożka, przyciemnione i rozjaśnione w idealnych momentach, jakby został on stworzony w całości na bazie złotej proporcji, w co Paris zagorzale wierzył. Niestety, nie mógł widzieć twarzy Irmesa. To też było w porządku - sama prezencja kogoś takiego jak on, była wystarczająca.

    Mężczyzna obserwował ukradkiem jak płomienie odbijają się na nagim ciele, ułożonym przed nim wygodnie na oliwkowym szezlongu. Większość ciała Irmesa znajdowała się w cieniu, albowiem bożek ułożony był plecami do kominka. Nie przeszkadzało to demonowi by dostrzec całą nagość jego obojczyków, klatki piersiowej, brzucha, nóg i stóp. Jedynymi zasłoniętymi miejscami na ciele Irmesa była jego twarzy, kilka miejsc na których znajdowały się złote biżuterie i jedne ramię - zakryte ciemnym futrem… Należącym do wiernego obserwatora.

    Przyzwyczajony do tego Paris, nigdy nie wiedział gdzie sięgał wzrok przyjaciela - i ten moment się tym nie różnił. Nie wiedział nawet, czy Irmes był w ogóle przytomny - mógł w rzeczywistości spać, co było naprawdę możliwe, albowiem nie raz Paris był świadkiem sytuacji, gdzie po ich zbliżeniu, ruchy bożka były widocznie wolniejsze, a sam Irmes jeszcze cichszy. Często zostawał w łóżku na kilka minut, nawet kilkadziesiąt, rzucając pretekst, że po ich seksie woli wychodzić jako ostatni z pokoju (nigdy nie udawali się ani nie opuszczali jakichkolwiek miejsc razem - było to oczywiste). Z natury demony mogą być dość głupie - jednak Paris łatwo doszedł do wniosku, że jego kochanek jest po prostu… Dość słaby i delikatny, a dodatkowo szybko dało się go zmęczyć, nawet gdy mężczyzna starał się być podczas stosunku nader wyjątkowo łagodny.

    Tym razem ani Paris ani Irmes nie wychodzili z pokoju po zbliżeniu - zapewne przez to, że specjalnie pofatygowali się by dojść do kwater zamkowych, a więc wyglądało na to, że lenistwo  i ciepło, do którego tak lgnął Irmes kazało im zostać tu na dłuższą chwilę… By popatrzeć na siebie, przypomnieć swoje grzechy i to, kogo ranią przez swoje chore pożądanie. Niemalże tak, jakby na sam widok drugiej osoby, czuli się jak w spowiedzi przed samymi sobą. Różnicą było jedynie to, że podczas gdy Irmes patrząc na Parisa widział swój żal i winę, to Paris patrząc na bożka nie widział swojej zdrady czy tej, którą zdradza, a odwrotnie - obraz obsesji i radości gościł w jego głowie. Obraz radości z cudzołóstwa.

    Demon patrzył na swój mały, ale śliczny grzech rozciągnięty na szezlongu w niemalże wulgarnej, lecz wygodnej nagości - to nie tak, że nie był przyzwyczajony do niej, jednak było coś innego w negliżu podczas stosunku, a po. Nagość Irmesa w tym momencie nie była niczym seksualnym, a w prost odwrotnie - jego obnażone ciało i to, z jaką wygodą był on obnażony było po prostu… Śliczne. Niemalże pełne przeszywającej, przypadkowej gracji. Gracji, która peszyła tego, kto tylko ją odkrył - Parisa. To tak jakby sam bożek nie był świadom swojej ładnej prezencji i tego, że nawet jak się nie stara to każdy detal tego jak układa się jego ciało było anielskim obrazem wdzięku.

    Paris nie wiedział co to znaczy „wygodna” nagość - nigdy nie spotkał się z sytuacją, gdzie po seksie siedział z kobietą tak po prostu nago - dla wygody, czy bez konkretnego powodu. Tak naprawdę demon nigdy nie spędzał czasu z kimkolwiek z kim dzielił kiedyś łóżko, natomiast od razu zasypiał by zawitać nowy dzień samotnie, ale z myślą, że nie zasnął sam. Nie chciał marnować czasu tych dziewcząt, a gdy szedł spać jak najszybciej szanse na to, że wyjdą gdy on będzie tego świadom były niskie.

    A teraz… Oglądał nagość po której odbijało się światło z kominka. Oglądał ją bez powodu, pierwszy raz w życiu, dlatego też on sam nie był rozebrany - czułby wstyd, krytyczne oko tego, który widział tyle nagich sylwetek w swoim życiu co on wypił kieliszków whisky.

    Futro, w które wtulona była ta boska wdzięczność z pewnością będzie teraz jego ulubionym - a jednak Paris wiedział, że będzie się bał uczucia tego akcesorium na sobie i wpadnięcia w jeszcze większą obsesję - towarzystwo Irmesa w każdym momencie jego dnia mogło mieć zabójcze skutki. Paris chciał się po prostu uchronić przed mgłą w mózgu, spowodowaną przez zapach peonii, który by mu nierozłącznie towarzyszył… A w domu, w swoim zaciszu będzie mógł spokojnie nosić to futro. Może nawet i z nim spać. Ale tak by nikt nie zobaczył. A zwłaszcza Celin.

    Już nie mógł się doczekać, gdy tylko wtuli się tą puszystość, w której Irmes zostawił swój zapach, wspomnienia… Siebie.

    Paris już nigdy nie będzie miał problemów ze snem.


⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅


Dawno mnie nie było, wiem - proszę mi wybaczyć! Miałam problemy ze zdrowiem przez miesiąc, ale powoli wracam do siebie. Jakoś.

A więc wstawiam tutaj mały fragment tego co napisałam jakiś czas temu i o tym zapomniałam.