16 sierpnia 2025

NEOCITIES.

 HEJ. wiem its been a while... :P

wiec szybko tylko napisze, ze zrobilam strone na neocities, glownie ma ona zastapic vinandler.blogspot.com a nie vinsrambling... ale na vinsrambling jeszcze nadejdzie czas - tak, w bliskiej przyszlosci przejde i z tym blogiem na neocities, ale najpierw ten blog.


a wiec to taka zapowiedz i zaproszenie na moja strone! Mozna wpisac sie na guestbook C:


https://vinandler.neocities.org/

7 maja 2025

3 tygodnie SSRI

    Jestem na prawie 3 tygodniu brania antydepresantów. Czuję się okej... Raczej nie miałam wielu problemów jeżeli chodzi o samopoczucie - o dziwo moje skutki uboczne były znikome. Czasem mnie głowa pobolała i w sumie w większości to tyle. Zobaczymy jak będzie dalej. W drugim tygodniu miałam czuć się trochę rozdrażniona, co nie nastąpiło... I nie jestem jakaś zdenerwowana. Zobaczymy co dalej.

    Zmieniłam wygląd bloga. Teraz jest idealny! Normalnie jak z czasów szczytu blogów.  Musiałam trochę popieprzyć z CSS, żeby ustanowić taki wygląd, ale jestem zadowolona. Muszę trochę częściej tu pisać, ale nie zawsze jest co, albo nie zawsze jestem gadatliwa.

    W sumie nie wiem czemu to wszystko piszę. Nie wiem zbyt co robić, a nie mam ochoty czytać książki. Siedzę na kanapie w części wspólnej w akademiku... Wcześniej pisałam pliki oc, bo dawno nie pisałam. Idę z tym do przodu!

    Eh, chyba jednak pójdę czytać.

4 maja 2025

Radio

     Lubię audycje.

    Jestem uzależniona od YouTube, a dobrym zwalczaczem mojego problemu można by powiedzieć jest moja wieża, z której zawsze korzystałam gdy puszczałam płyty, czy muzykę z USB.... Radia jakoś nie używałam, do teraz.

    Jakoś ostatnio uznałam, że wypróbuje znaleźć jakąś normalną stację i znalazłam chyba Trójkę/Jedynkę? Nie pamiętam, ale jedne z tych właśnie polskich stacji zawsze słucham w domu - mój dom i radio są nieodłączalną częścią, tzn. Od kiedy byłam mała, moja miłość do muzyki brała się stąd, że w domu radio zawsze wybrzmiewało - to była taka srebrna stara wierza, która miała zielony ekranik taki (teraz raczej są czarne). Moje pierwsze ulubione piosenki rozbrzmiewały właśnie w radiu, a później by je na nowo usłyszeć, musiałam poczekać z nadzieją, że ją puszczą. Było to nostalgiczne.

    Dopiero w jakimś 2012/2013 zdołałam bez znajomości angielskiego znaleźć moją jedną z ulubionych piosenek - Drive by zespołu Train. Nie mam pojęcia jak to zrobiłam....

    Do teraz radio jest w kuchni i nie ma momentu gdy jest wyłączone... Jeżeli moi rodzice są w pobliżu. Mi zaczął przeszkadzać ten ciągły gwar, często gdy pierwsza zeszłam do kuchni to nie włączałam radia. Moja mama jednak zawsze musi coś mieć w tle.

    Jednak przestaliśmy słuchać radia - co nie? Każdy woli sam sobie wybrać piosenkę, której będzie słuchać, albo podcastu.... A i tak kończymy przewijając przez stronę główną danej strony internetowej, w poszukiwaniu czegokolwiek, bo nic nas nie obchodzi. Wybór jest super - w końcu mamy wolność. Ale zbyt duża wolność nas również rozleniwia.

    Fajne jest włączenie radia o 21:00, gdy nie chcę patrzeć już w ekran, a mam ochotę czegoś posłuchać. Nie zawsze w Trójce/Jedynce są audycje, ale zazwyczaj jednak są - nawet jak niby nie są to tematy, które mnie interesują, w którymś momencie zawsze zauważam, że zaczynam słuchać. Może i nigdy bym nie wybrała podcastu na taki temat, ale zwykła audycja, która zaraz się skończy prędzej mnie zainteresuje - ze względu na ich zwięzłość. Może nawet nie byłam w stanie sobie pomyśleć, że akurat ten temat mnie zainteresuje! A to przez to, że wybór utrzymuje nas w naszej małej bańce.

    Trójkę/Jedynkę lubię, bo często puszczają piosenki, które później szukam na Shazamie. Naprawdę - duża ilość muzyki, którą sobie zapisuje pochodzi z radia, ale nie z takiego typowego, a... Bardziej indie? Naprawdę podobają mi się piosenki które puszczają, są o wiele mniej znane i mają swój klimat.

    

    A więc czasem polecam włączyć sobie radio i po prostu poczuć się jak w czasach, gdy  można było popatrzeć przez okno i nie martwić się o wiele spraw

20 kwietnia 2025

Nikt mnie w życiu nie uratuje

     Hej! Dawno mnie tu nie było. Wiem. Przepraszam - jakoś nie miałam wiele ochoty by pisać długie posty, i nie miałam wiele pomysłów na nie.

    A to był naprawdę dziwny miesiąc - można powiedzieć ze dwa.  

    Przez ten czas zauważyłam jak bardzo jest ze mną źle pod względem samotności i tego, że nie mogę mieszkać sama - tak jakbym psychicznie nie była do tego zdolna. Wstyd mi bardzo, tak bardzo wstyd, mimo że czuję wolność w samodzielności... Że mogę robić to co ja chce i jak chcę - że wybieram ja co kupuje i czym się otaczam (np. to że zamieniam niemalże wszystkie plastikowe opakowania na szklane, przesypując jedzenie właśnie tam. Moja mama by powiedziała "a po co Ty to robisz? Eeee daj spokój, idź mi z tym")... Jeżeli nie kupię mleka i nie będę miała śniadania na jutro to będzie to moja wina i to tylko moja - i musze cokolwiek wymyśleć. 

    Ale z tym również ciągnie się to, że gdy jest mi źle, nie ma nikogo, by mnie "uratował". W tym momencie powiedzenie, że nikt mnie nie uratuje w życiu jest nie tylko prawdziwe w naszej mentalności ale i... Ogólnie. Nikt mnie nie uratuje gdy jestem sama. Wiele moich wieczorów spędziłam w siedzeniu w łóżku, tępo wpatrując się w filmiki na YouTube (ale nie oglądając ich), bojąc się o to, że mój mały ból w brzuchu, w klatce, gdziekolwiek zamieni się w coś z czego się nie podniosę, po prostu upadnę i nie wstanę, a nikt o tym się nie dowie, bo mieszkam sama. Nigdy w życiu nie miałam takich myśli, aniżeli teraz - jest to przerażające. Tak naprawdę mogę umrzeć w swoim pokoju i nikt nie będzie wiedział, dopóki ktoś nie zadzwoni do kogokolwiek by ten sprawdził co jest grane. Każda zła zmiana w moim fizycznym stanie prowadzi do tej gonitwy myśli, gdzie potrzebuję kontroli nad każdą sprawą, już opracowywując plan co zrobię, a czego lepiej nie robić. Boję się sytuacji, gdzie nie kontroluję bólu, swojego samopoczucia. Muszę kontrolować wszystko, by mnie nic nie zaskoczyło, coś co by wycisnęło ze mnie o trochę za wiele emocji.

    Nie rysowałam, nie pisałam za wiele ostatnio - z wiadomych przyczyn. Trochę mnie to niepokoi - chciałam już dawno skończyć pliki z mojego uniwersum. Jestem przekonana, że już rok temu zaczęłam je spisywać.... A nie, jeszcze nie. Nie ważne. Ale te zdanie zostawię, bo nie chce mi się go kasować.

    Tak, bardzo często boję się, że dorosłe życie odpędzi mi moje historie. Bo gdy wracam np. do domu, to nie rysuje, nie myślę o oc - tak jakby mój pokój już nie był miejscem, w którym to wszystko powstało, można powiedzieć, że to miejsce narodzin... Którego mój mózg już nie rejestruje. Teraz przestawiłam się na Łódź - nawet czytać, pisać itp. lepiej już mi się tam robi. Z jednej strony moje nawyki już się przestawiły, ale emocje jeszcze nie. I wciąż mi tak samotnie - czuję, że za bardzo chcę nie być samotna i wtedy jest mi jeszcze gorzej. Nawet Tindera zainstalowałam, ale zaczęłam coraz częściej przez niego widzieć pary chodzące wokół mnie, gdy sama siedzę w parku. Wydaje mi się jakby każdy teraz był w związku, tylko ja nie.

    Od wczoraj biorę SSRI od psychiatry. Bardzo się bałam - a to taka ironia... Hah?! No nic, narazie jest dobrze, a boje się i tak, bo każdy tak antagonizuje antydepresanty, że aż człowiek nie chce się już leczyć. Przestańcie w końcu mówić prawdę, bo czasem jest ona słabym bełkotem.

Farawell!
XOXO,

Vin

7 kwietnia 2025

Wygodna nagość

    Delikatne, ciepłe światło dobiegające z płomieni kominka rzucało swoje światło na niemalże każdy zakątek pokoju, niemniej jednak, najjaśniejszym punktem w tym momencie dla Parisa był Irmes. Gdyby tylko bożek nie miałby na sobie welonu, demon mógłby oglądać niewyraźne rysy na twarzy bożka, przyciemnione i rozjaśnione w idealnych momentach, jakby został on stworzony w całości na bazie złotej proporcji, w co Paris zagorzale wierzył. Niestety, nie mógł widzieć twarzy Irmesa. To też było w porządku - sama prezencja kogoś takiego jak on, była wystarczająca.

    Mężczyzna obserwował ukradkiem jak płomienie odbijają się na nagim ciele, ułożonym przed nim wygodnie na oliwkowym szezlongu. Większość ciała Irmesa znajdowała się w cieniu, albowiem bożek ułożony był plecami do kominka. Nie przeszkadzało to demonowi by dostrzec całą nagość jego obojczyków, klatki piersiowej, brzucha, nóg i stóp. Jedynymi zasłoniętymi miejscami na ciele Irmesa była jego twarzy, kilka miejsc na których znajdowały się złote biżuterie i jedne ramię - zakryte ciemnym futrem… Należącym do wiernego obserwatora.

    Przyzwyczajony do tego Paris, nigdy nie wiedział gdzie sięgał wzrok przyjaciela - i ten moment się tym nie różnił. Nie wiedział nawet, czy Irmes był w ogóle przytomny - mógł w rzeczywistości spać, co było naprawdę możliwe, albowiem nie raz Paris był świadkiem sytuacji, gdzie po ich zbliżeniu, ruchy bożka były widocznie wolniejsze, a sam Irmes jeszcze cichszy. Często zostawał w łóżku na kilka minut, nawet kilkadziesiąt, rzucając pretekst, że po ich seksie woli wychodzić jako ostatni z pokoju (nigdy nie udawali się ani nie opuszczali jakichkolwiek miejsc razem - było to oczywiste). Z natury demony mogą być dość głupie - jednak Paris łatwo doszedł do wniosku, że jego kochanek jest po prostu… Dość słaby i delikatny, a dodatkowo szybko dało się go zmęczyć, nawet gdy mężczyzna starał się być podczas stosunku nader wyjątkowo łagodny.

    Tym razem ani Paris ani Irmes nie wychodzili z pokoju po zbliżeniu - zapewne przez to, że specjalnie pofatygowali się by dojść do kwater zamkowych, a więc wyglądało na to, że lenistwo  i ciepło, do którego tak lgnął Irmes kazało im zostać tu na dłuższą chwilę… By popatrzeć na siebie, przypomnieć swoje grzechy i to, kogo ranią przez swoje chore pożądanie. Niemalże tak, jakby na sam widok drugiej osoby, czuli się jak w spowiedzi przed samymi sobą. Różnicą było jedynie to, że podczas gdy Irmes patrząc na Parisa widział swój żal i winę, to Paris patrząc na bożka nie widział swojej zdrady czy tej, którą zdradza, a odwrotnie - obraz obsesji i radości gościł w jego głowie. Obraz radości z cudzołóstwa.

    Demon patrzył na swój mały, ale śliczny grzech rozciągnięty na szezlongu w niemalże wulgarnej, lecz wygodnej nagości - to nie tak, że nie był przyzwyczajony do niej, jednak było coś innego w negliżu podczas stosunku, a po. Nagość Irmesa w tym momencie nie była niczym seksualnym, a w prost odwrotnie - jego obnażone ciało i to, z jaką wygodą był on obnażony było po prostu… Śliczne. Niemalże pełne przeszywającej, przypadkowej gracji. Gracji, która peszyła tego, kto tylko ją odkrył - Parisa. To tak jakby sam bożek nie był świadom swojej ładnej prezencji i tego, że nawet jak się nie stara to każdy detal tego jak układa się jego ciało było anielskim obrazem wdzięku.

    Paris nie wiedział co to znaczy „wygodna” nagość - nigdy nie spotkał się z sytuacją, gdzie po seksie siedział z kobietą tak po prostu nago - dla wygody, czy bez konkretnego powodu. Tak naprawdę demon nigdy nie spędzał czasu z kimkolwiek z kim dzielił kiedyś łóżko, natomiast od razu zasypiał by zawitać nowy dzień samotnie, ale z myślą, że nie zasnął sam. Nie chciał marnować czasu tych dziewcząt, a gdy szedł spać jak najszybciej szanse na to, że wyjdą gdy on będzie tego świadom były niskie.

    A teraz… Oglądał nagość po której odbijało się światło z kominka. Oglądał ją bez powodu, pierwszy raz w życiu, dlatego też on sam nie był rozebrany - czułby wstyd, krytyczne oko tego, który widział tyle nagich sylwetek w swoim życiu co on wypił kieliszków whisky.

    Futro, w które wtulona była ta boska wdzięczność z pewnością będzie teraz jego ulubionym - a jednak Paris wiedział, że będzie się bał uczucia tego akcesorium na sobie i wpadnięcia w jeszcze większą obsesję - towarzystwo Irmesa w każdym momencie jego dnia mogło mieć zabójcze skutki. Paris chciał się po prostu uchronić przed mgłą w mózgu, spowodowaną przez zapach peonii, który by mu nierozłącznie towarzyszył… A w domu, w swoim zaciszu będzie mógł spokojnie nosić to futro. Może nawet i z nim spać. Ale tak by nikt nie zobaczył. A zwłaszcza Celin.

    Już nie mógł się doczekać, gdy tylko wtuli się tą puszystość, w której Irmes zostawił swój zapach, wspomnienia… Siebie.

    Paris już nigdy nie będzie miał problemów ze snem.


⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅


Dawno mnie nie było, wiem - proszę mi wybaczyć! Miałam problemy ze zdrowiem przez miesiąc, ale powoli wracam do siebie. Jakoś.

A więc wstawiam tutaj mały fragment tego co napisałam jakiś czas temu i o tym zapomniałam.

6 marca 2025

Info o postach o OC

     Piszę to takie jako małe... BTW.

    Kiedyś pisałam wpisy na temat oc. Takie krótkie.. Narazie miałam 3 posty z 6 - cały Itimenos został zapisany. Został mi Irmes i Paris

    Profil Irmesa jest dosłownie skończony, mała sekcja mi została i to od dawna

    Ale właśnie problem w tym, ze robie te gigantyczne archiwum uniwersum od kilku miesięcy, i od tamtej pory zapisałam 5 razy więcej info o Itimeirze i Irmesie :/

    Aktualnie pliki wyglądają tak:

  • ITIMEIR: 52 strony a4, 22 580 słów
  • IRMES: 52 strony a4, 24 102 słów
Oba ich pliki nie są skończone. Bliżej do ukończenia jest Irmes, ale musze przepisać od nowa jego relacje i historie... Itimeir potrzebuje więcej pracy.



I ja po prostu nie wiem... czy jest warto dodawać dalej te wpisy.
Jest mi bardzo szkoda, ale jakoś tak dużo info dodałam ze nw czy ktokolwiek by przeczytał, jakby wpis miał o wiele więcej info :< a w ogóle tamte trochę są juz wybrakowane opisy. Jestem strasznie detaliczna w tych oc (szczególnie Itimeir i Irmes), bo dla mnie bardzo dużo znaczy ich sens.

Ah zmęczona jestem pierdole to

21 lutego 2025

Czuję, że zamykam swój entuzjazm na ludzi

     Czuję, że zamykam swój entuzjazm na ludzi, bo zawsze tak bardzo kochałam dzielić się tym co rysuję, a teraz zmuszam siebie, by tego nie robić. Wiem, że to wszystko jest w dobrej sprawie, ale czasami czuję się jak takie typowe dziecko, które uśmiecha się, bo nie może się doczekać gdy tylko podzieli się tym fajnym rysunkiem, który zaraz skończy z innymi... Ale niestety te dziecko zostaje uciszone, pozbawione swojego entuzjazmu przez hardego, bezuczuciowego dorosłego, który nie wie co to kompromis. Bo sama sobie to zrobiłam, wiedząc, że podziękuję za to za jakiś czas. Za jakiś.

    Jestem za minimalizmem cyfrowym, nie chce mieć social mediów i będę wierna sobie... Nawet mówiłam o tym wszystkim mojej psychoterapeutce, to pod koniec sesji powiedziała, że dzisiaj bardziej to ona czuła się jak pacjent... Bardzo lubię z nią rozmawiać, sądzi że jestem naprawdę fascynującą osobą, a usłyszenie czegoś takiego od psychologa równa się tym, że myślisz, że jesteś pierdolniętym przypadkiem w historii psychologii. No ale wracając - jestem sobie wierna, tak, ale to też nie jest dla mnie łatwe. W moich wpisach na temat mojej podróży z minimalizmem cyfrowym staram się ukazać też te... Ciemne strony, ale prawdziwe. Nie tylko to co każdy mówi, że przestał mieć Instagram'a i się oduzależnił od internetu po 7 dniach, już zdążył poznać 20 nowych osób a w tym księdza z Twojej parafii, a teraz jest milionerem z 5 milionowym zyskiem miesięcznym... Bo przestał mieć social media. Nie. Moja podróż jest wyboista i sama siebie często zawiodłam. Bardzo często.

    Mimo mojego gadania i wyglądania na najbardziej zdyscyplinowaną osobę, nie jestem nią. Ciągle naginam swoje zasady, ciągle mam poczucie, że nie obchodzi mnie nic... By tylko sięgnąć po rozrywkę. NIe jestem idealna, ale mnie to trochę wewnętrznie boli. Boli to tego mojego dorosłego kata, który pokazuje mi jaka jest naprawdę rzeczywistość, gdy tylko zdejmę moje różowe okulary, z którymi się urodziłam. To proces, a mój trwa już prawie 3 lata. Tak naprawdę, to ja dopiero zaczynam. Tak, po 3 latach.

    Ale też znów wracając, czasami mam poczucie, że sama robię sobie źle, że sama się katuję i jestem na siebie zła... Ale są to momenty słabości, które głównie objawiają się absencją... Po prostu zabijam swój entuzjazm społeczny. Bo i tak nie mam z kim się podzielić tym, co kocham.

    O wiele łatwiej mi idzie z moją drogą, by rysować dla siebie - i tak, pokonałam ją w dobrych 70-80% i teraz cieszę się z procesu i znalazłam to co naprawdę w rysowaniu mnie uszczęśliwia - nie myśle teraz zawsze o ludziach gdy myśle co narysować - czy ta poza będzie dziwna dla innych? Czy ktoś odbierze ten rysunek inaczej, niż powinien? Itp. Itp. Nigdy nie wiedziałam, że miałam wewnętrzne myśli tego typu (czy ten rysunek będzie społecznie akceptowalny?), dopóty dopóki nie przestałam rysować dla social mediów. Jednak nie zrozumcie mnie źle - można się nauczyć takiego myślenia, ale wciąż czuć entuzjazm i chęć dzielenia się tym co kochamy! Jesteśmy tylko istotami ludzkimi, tym bardziej jeżeli naturalnie mam w sobie sporo ekscytacji i ... braków w czułości, czy aprobacie. To normalne, że mimo że rysuję dla siebie i tylko siebie, to wciąż mogę być dumna z czegoś i będę chciała swoje ogromne szczęście ukazać... Ale nie mam gdzie to zrobić. Nie mam gdzie pokazywać swoje szczęście, z wiedzą, że na prawdę je komuś pokażę. Nie lubię pokazywać rzeczy do ściany.

    Z tych wszystkich powodów stwierdziłam, że w końcu moim miejscem powinien być mój drugi blog - bo taką miał mieć funkcję, czyż nie?

    No tak, ale z nim problem był taki, że gdy go zrobiłam, to wyglądał... Pusto. Miało to być moje zwykłe portfolio na białym tle i tyle. Takie... Profesjonalne. Jednak ten profesjonalizm zabił mnie i moją osobowość, bo wyzbyłam się siebie, pokazując swoje prace. To tak, jakbym wystawiała bez kontekstu ani niczego swoje rysunki w jakimś pustym muzeum sztuki nowoczesnej (w pięknej warszawskiej, obleśnej bryle), kryjąc się za płótnami. Po prostu wstawiałam obrazki i tyle. Nic wielkiego i nic specjalnego.

    I po dłuższym rozmyślaniu zdecydowałam się zmienić tę stronę... Teraz ma ona swój własny motyw, niemalże odwrotny do tego co jest tutaj (tak strasznie podoba mi się baner tej strony z Irmesem w tle) To dlatego, że chciałam pobawić się innym stylem, który przez chwile chciałam mieć na tym właśnie blogu. Muszę powiedzieć, że równie teraz podoba mi się wygląd tego blogu jak i tamtego, więc dla mnie to już połowa sukcesu. Drugą stroną tego wszystkiego jest to, że będę dopisywać teraz jakieś tło na temat rysunków, które wstawiam - wiem, że już dodałam wszystkie rysunki mojego autorstwa od 2021 roku... Dlatego będę musiała to nadrobić... Ah... :<

    Na moim odnowionym blogu, https://vinandler.blogspot.com/ będę teraz pisać więcej o moich rysunkach, o historiach za nimi... Po prostu stricte o  mojej twórczości i OC. Tak - to będzie MÓJ i wyłącznie mój Instagram, stworzony po mojemu... Bo tak bardzo tęsknię za starym Instagramem, nie?

Farawell!
XOXO,

Vin