29 października 2024

Zbliża się rocznica!

 Tak, zbliża się rocznica bloga~

Nie wiem co na takie okazje sie robi, ale chyba po prostu wstawię taki... Checkpoint strony :p tzn. aktualnego screena jak wygląda stronka i opowiem trochę o jej historii <3

Tak, w sumie tylko to chciałam powiedzieć - jako forma informacji dla mnie. Więc wiele nie będę pisać.

W czwartek wracam do domu </3 Cieszę się, ale też nie będę mogła rysować na komputerze :c ale mam nadzieje, że przyjdą moje keychainy z aliexpress!!! Na pewno je wtedy wstawię o tutaj na tego bloga.

+ spódniczkę, którą planuję uszyć~ 

XOXO,
Vin

28 października 2024

Piosenka tygodnia - 21 - 27. 11.2024r.


Kolejna piosenka tygodnia !!!! >:D

Less Than Three (feat. Becky) (Ricardo Autobahn Remix) - Disko Warp

 Czemu?

Ah za dużo by mówić! Mam obsesję na punkcie tej piosenki od początku września :P... I ta obsesja jak widać nie ma końca. Kojarzy mi się z czasem gdy się przeprowadziłam do akademika - bo to był ten właśnie okres.

A dodatkowo - jest zajebisty animation meme z tej piosenki... KTÓREGO NIE MOGE PRZESTAĆ OGLĄDAĆ!!!!!! I marzy mi się zrobienie własnego takiego, ale nie umiałabym już chyba robić tych animacji jak kiedyś :C


Anyways, zrobiłam chociaż rysunek obrazujący ten animation meme z Itimeirem i Irmesem z modern au!

Tak, zignorujmy fakt, że takie coś nie mogłoby się w tych au znaleźć, bo w głownym modern au Irmes nigdy nie poznaje Itimeira - on nie żyje już w latach 2000. ale kogo to obchodzi? To tylko rysunek ^^


Ps. pisze to przed grafika artystyczna......

XOXO,
Vin

26 października 2024

Look z 25/10/2024r.

Dzisiaj roaring 2000s :))

Trochę taka podróbka lat 20., ale to tylko poprawia sytuację! To jeden z tych looków z parasola mojego bardziej eleganckiego stylu, w którym czuję się najbardziej pewna siebie! Dziś było właśnie tak.

Na początku miałam jeszcze do tej stylizacji czerwony, gruby pasek ze złotym, ornamentalnym zapięciem w liście, ale zdjęłam go do tych zdjęć, bo po dodaniu naszyjnika z kamieni nie pasował zbyt dobrze.

Ale na uczelni miałam go na sobie! W końcu z czymś umiałam skomponować tą agresywną czerwień :P

Okej, pora na opis.

Look składa się z:

cienkiego beżowego golfa, czarnej sukienki z dekoltem w serce, biżuterii m.in z targów staroci :), brązowego turbana i opcjonalnie z mojej kurtki z futerkiem.

XOXO,
Vin

25 października 2024

Piosenka tygodnia - 14-20.10.2024r.


Pierwszą piosenką tygodnia będzie:

Stitches - Shawn Mendes !!

Dlaczego??:

    Jest to piosenka kojarząca się mi z moim dzieciństwem - była to moja ulubiona piosenka! Nigdy nie umiałam znaleźć jej nazwy, bo nie znałam angielskiego, ale gdy tylko była w radiu - cieszyłam się.

Pamiętam jak próbowałam wpisać w YouTube "shop kisses", bo to słyszałam w tekscie... :P

XOXO,
Vin

24 października 2024

Mój aparat

Mam ten aparat tak jakoś... Długo, a jeszcze nie zdecydowałam się na ozdobienie go... Z jakiegoś powodu. A więc przyszła na to pora!

Chyba już o tym pisałam, ale jest to mój aparat z 2011 roku. Nagrywałam w nim jakieś filmiki z Minecrafta i LPSy. No i go przywróciłam do życia. Lubię go używać, bo mają w sobie jakiś taki czar, że te zdjęcia nie potrzebują wiele filtrów bo same w sobie wyglądają, jakby takowy miały. A dodatkowo... Jestem typem osoby, która wygląda lepiej w niskiej jakości lol :P. Chyba przez trądzik czy coś... Albo dodaje mi to nierealności. Chyba po prostu nie istnieję. ok. User grobownik już mówił, że czuje że nie jestem prawdziwą osobą, a koncepcją and I'm rolling with it. W sumie to tak - jestem koncepcją powiedzmy tak.

No właśnie... Tyle miesięcy tego aparatu... Czemu nigdy go nie udekorowałam?!?! Mam takie śliczne naklejki hologramowe z różami, które samodzielnie się wycina - była na nie pora tak więc... Oprócz tych dwóch zdjęć dam na końcu takie z telefonu, by było w ogóle widać o czym ja gadam.
Specjalnie dla tego aparatu musiałam kupić idealne baterie, które można na nowo naładować :)) z 10 lat o takich nie słyszałam. Zapomniałam o ich istnieniu. Na szczęście wciąż mam starą ładowarkę z Panasonica, w którą włożyłam zwykłe baterie z myślą, że naładuje mi. Dobrze, że nic mi nie wybuchło. Ale teraz mam idealne - i w końcu aparat nie wyłącza mi się bez powodu przy użyciu flasha. Tyle się nagłowiłam i dotarłam do tego o co chodzi :P
Bo wiecie - ja mam tak, że jeżeli coś bardzo chcę i jestem tak zdeterminowana - to zawsze to dostanę. I naprawiłam tak oto aparat, który ma niemalże z 14 lat. Ogólnie - jestem bardzo zdeterminowana w technologiach i ze sprzętami... Może powinnam zmienić profesję? Nopeee
Okej, chyba tyle do gadania o tym aparacie. Mam nadzieje, że bardzo długo mi jeszcze będzie służył, bo po prostu to jest dla mnie jedna z najbardziej cennych rzeczy i pamiątek :((


XOXO,
Vin

21 października 2024

Look z 21/10/2024r.

Dzisiejszy poniedziałkowy look składał się z czarnej "militarnej" czapki (którą później dodałam), czarnej sukienki dzianinowej z koszulowym kołnierzem i swetrze w paski 3D. Za to na dół założyłam ciepłe rajstopy w dzianinowe wzorki w kolorze cappucino/off-white. Sweter związałam z tyłu gumką i założyłam pod, by go skrócić.



Do uzupełnienia looku dodałam jeden z moich ulubionych srebrnych i dużych naszyjników, który dała mi mama. Na pewno ma dobre 15 lat.

A buty? Moje niemalże ulubione i ukochane botki ze skóry krowiej z Zary. Przecena z 500zł na 250zł krzyczała i wołała!
XOXO,
Vin
 

Zmieniłam się

 Tak, zmieniłam się i to na przestrzeni tylko kilku miesięcy... Ale nie chodzi mi o to, że jestem większą czy mniejszą suką czy whatever. Ale... Chodzi mi o to jaka się ukazuję. Nie wiem czy to dobrze, czy źle ale nie mogę na to tak patrzeć - po prostu to jest zmiana od tak. Obiektywna zmiana... To czysty fakt.

Ale co się zmieniło?

Ostatnio ciągle siedzę w przeszłości, no shit sherlock - siedzisz w niej od jakiegoś 2019 - okej okej, dajcie mi wytłumaczyć! Moja poprzednia przeszłość zawsze się odnosiła do estetyk itp. których tak naprawdę nie znam i nigdy już nie przeżyję. 19. wiek, 20. wiek... Nie byłam do tego wszystkiego mentalnie połączona, a jak niby miałam być? Dla mnie to było tylko prostolinijne myślenie - oo jakie ładne... Chce tak się ubierać! I basta.

Ale... Ostatnio styl stał się dla mnie czymś więcej, niemalże czymś specjalnym... Tak - może ubierałam się wcześniej ładniej i wciąż lubię ubrać się jak jakaś babka z lat 50., ale to nie jest coś co sprawia, że czuję się aż tak dobrze - czasem nawet zniża to mój poziom pewności siebie, bo czuję się obserwowana, a dodatkowo z jakiegoś powodu czuję na sobie zarzucony rys samej siebie poprzez to jak się ubieram.

To co powiem, to jedynie moja subiektywna opinia bazowana na własnych przeżyciach i uczuciach.
Gdy ubieram się jak "tradwife" czy własnie w taki "modest" sposób, czuję się jakbym odbierała sobie pewność siebie, taką wewnętrzną moc... Bo czuje że ludzie będą patrzeć na mnie z góry, czuję się po prostu jakbym naprawdę była tą tradwife. Nie chodzi tu o długie spódnice, które kocham! Chodzi o coś innego... Ten taki typowy nawet bym powiedziała dziewczynkowy sposób ubierania, gdzie sprawia, że sama czuję się jakbym naprawdę była tą dziewczynką.

W porównaniu powiem też inną sytuację:
Mój styl też przemienił się w bardziej elegancki i taki... Dorosły (full black, ołówkowa spódnica, draperie i bardziej bawienie się minimalizmem), ponieważ wtedy czułam się jakbym serio była ważna. Taki strój + wysokie głośny buty dodawały mi kopa w dupę i dumności, zawsze się czułam dobrze tak wyglądając... Jak jakaś tajemnicza nieznajoma na ulicy... :P

To są te różnice, które jednak dla mnie mają wielkie znaczenie i bardzo wpływają na mnie samą. Lubię ładny, vintage styl, ale to co z nim się niesie dla mojej psychiki jednak wprawia mnie w słabsze poczucie pewności siebie.

A więc - dochodząc do sedna. Przestałam ubierać się tylko dlatego, że coś lubię.

Wszyscy mówią "jak podoba Ci się ten styl, to go noś" - jednak po raz pierwszy chyba nie zgodzę się z nim, ponieważ czasem to może odebrać Ci wolność - narzucić jakieś limity, ramy - tym bardziej w mojej sytuacji, gdzie jestem osobą, która uwielbia z 20 stylów, które są swoją odwrotnością. Ja lubię być wszystkim naraz, a każdy patrząc kiedyś na mnie uznawał, że gardzę dobrą parą spodni, lub zwykłą bluzką. Nie, widzę w wielu rzeczach potencjał - pomimo, że nie każdy styl lubię (streetwear, albo nie podoba mi się np. combo duży sweter i długa prosta spódnica)

Teraz potrzebuję czegoś, co dopełni moją sferę emocjonalną - niemalże będąc jak terapia.

Lata 2000. pomimo, że niecałkowicie świadomie przeze mnie przeżyte, mają w sobie estetykę i te wspomniane własnie combo pewności siebie, które potrzebuję! A dodatkowo jest to styl ogólnie łączący dużo innych starszych estetyk, które uwielbiam. Draperie np. czy wybujałe, odpalone biżuterie. To takie wprowadzenie do mojego umysłu...

Lata 2010.
Moja ostatnia obsesja od kilku miesięcy... Od kiedy zaczełam wsiąkać w technologię z tamtych lat, moje własne przeżycia...
Zaczęłam analizować to, co przydarzyło mi się w tych dla mnie burzliwych latach i jakoś... Zaczęłam tęsknić za czymś, co powinnam nienawidzić. Narasta we mnie dziwna tęsknota za tymi latami, jakaś nostalgia, gdzie doceniam wtedy tę modę, widzę w niej dużo uroku, który może jest tylko przejawem nostalgii?
Albo po prostu ludzie założyli łatkę np. takiemu roku 2017, że ubrania były takie śmieszne i nudne? Tumblr girl era? Pamiętacie jak każdy chciał tak żyć?
Teraz przeglądając te ubrania... Mogłam wtedy ubrać się dość prosto, a to miało swój urok i czar. Nie musiałaś czuć się niewygodnie, by ładnie wyglądać (w większości - nie mówię o butach...). 

W tym musi być spora część psychologii. Nie uwierzę komukolwiek, kto powie, że nie. Jestem przesiąknięta tym co było i mineło - może po prostu nie chce być dorosła. Zawsze byłam tą młodszą córką, w swoim dziwnym świecie, która chichotała do komputera... Chyba nie widzę już siebie inaczej. Wciąż czuję się jak ta 12-13 latka.

Tak, ubolewam - bo życie się toczy dalej. Ubolewam bo świat staje się straszny, nie tylko dla mnie ale dla ogółu.

A ja? Próbuje przywrócić małe cząstki beztroski. Tu już nawet nie chodzi o estetykę, czy robienie czegoś na pokaz.

(na odwrócenie uwagi^)


XOXO,
Vin.

19 października 2024

Modern au! Irmes i Paris- cz.1

Czerwiec 1997, piaszczyste drogi południowych Włoch

Kolejny dzień w miesiącu podróży Parisa, próbującego opuścić rodzinę. Ten dzień... Miał zmienić go na zawsze - pierwsze wydarzenie zmieniające tą monotonną drogę w nowy początek. Kiedy jechał swoim czarnym Buick'em LeSabre z 1990 roku (przerobionym na kabriolet w jego własnym domowym garażu) przez Włochy, zauważył... Dość nienaturalną... Dziwną postać. Samochód zwolnił, dopasowując się do tempa nieznajomego, który szedł swobodnie na uboczu. Wyglądał dość dziwnie w tej samotności, albowiem pobliska wioska lub miasto znajdowało się jakieś 100 km stąd, a wspomniana osoba nie miała ze sobą nawet plecaka, czy walizki. Irmes wyglądał jak twór tych piaszczystych dróg, który w jakimś mistycznym zjawisku nagle pojawił się z nikąd.

W ich pierwszej pogawędce Paris próbował perswadować Irmesa, by ten z nim pojechał, jednak nieznajomy grał z nim w gierki (Dlaczego miałbym ufać nieznajomemu w samochodzie wyglądającym na gangsterski?” „Albo to, albo zjedzenie zatrutych jagód na kolację” ...). Jednak pod koniec dnia przemierzali razem drogę, rozmawiając godzinami.  Och, Paris był po prostu samotny... Zmęczony byciem samym przez prawie miesiące... I mógł kłamać - widok tak pięknego nieznajomego, zupełnie samego na drodze - był zarówno fascynujący, jak i niepokojący dla mężczyzny. „A jeśli ktoś go skrzywdzi? Porwie? Albo... gorzej?”. Przecież było tyle możliwości!

Z każdą sekundą, którą Paris spędził z Irmesem - rozmawiając gdy miła bryza muskała ich twarze - czuł się, jakby rozmawiał ze starym, dobrym znajomym. Coś w Irmesie było takiego pocieszającego, sprawiając, że mężczyzna dzielił się całą historią swojego życia... A może przez brak towarzystwa od wielu miesięcy, Parisowi tak łatwo było zaufać innym, niemalże do stopnia desperackiej naiwności? A najlepsze, że podczas gdy mężczyzna opowiadał mu o wszystkim, Irmes milczał na temat swojej przeszłości i samego siebie. Dla Parisa nowy przyjaciel wciąż pozostawał mistyczną tajemnicą.

Pierwszego wieczoru, Paris zaparkował przy klifie z widokiem na krystaliczne a za to spokojne morze i złocisty zachód słońca. Oboje opuścili samochód i podparli się o przód samochodu, obserwując w ciszy barwy skupiające się na niebie. To był pierwszy raz kiedy mieli chwilę dla siebie i kiedy Paris nie był w połowie zajęty prowadzeniem samochodu, toteż mógł spojrzeć na Irmesa przez dłużej niż kilka sekund. Nie będąc w stanie zapalić papierosa, to własnie nowy kompan to zrobił własną zapalniczką. Niemniej jednak... Kiedy Paris był w stanie spojrzeć na Irmesa przez chwilę w tym momencie... Coś w nim pękło i zamiast zaciągnąć się papierosem, pocałował Irmesa.  

I... Paris nie wiedział, czy to był tylko instynkt, a może poczucie samotności... Naiwny umysł, który bawił się z nim, szukając przywiązania do kogoś, byle tylko nie być sam... Ale Irmes był inny, niemalże jak widmo wybawienia w tym okropnym czasie i w pustkach Włoch. Czuł, że należy do jego życia.  Można się domyślić, że nie skończyło się tylko na pocałunku.

„...Znam cię jeden dzień” 

„I przez cały ten dzień chciałem cię pocałować”.

I tak zaczęło się ich życie. Irmes nigdy nie wiedziała, dokąd jedzie Paris - podobnie jak on sam. Tak właśnie wyglądało ich życie - nigdy nie mieli swojego miejsca w życiu i na Ziemi, tylko na siebie mogli liczyć i tylko siebie mieć. Poczeli niemal rozkoszować się błogością nie martwienia się o nic - w końcu nie mają nikogo ani niczego, do czego mogliby wrócić.

Ich pierwsza „prawdziwa” randka miała miejsce podczas koncertu z elementami festiwalu (wiecie, open air, jakiś diabelski młyn, dzikie światła, popcorn i te sprawy) - Irmes zauważył go w oddali, gdy jechali nocą. Zapytany, dlaczego tak go to podekscytowało, odpowiedział z szerokim uśmiechem: „Tutaj możesz zachowywać się jak 10-latek bez myślenia o tym co kto myśli, no bo inni też zachowują się jak palanci, więc jesteś usprawiedliwiony”. Spędzili noc spacerując ścieżkami, słuchając głośnej muzyki, obserwując ludzi z piwami i kolorowymi światłami w tle.



 
XOXO,
Vin.

Mój pierwszy telefon z 2011 roku

Nokia E72 - tak!!!! To był ten złoty telefon który miałam mając 6 lat!!! Nie miałam go długo, a szkoda. Moje pierwsze wspomnienie związane z tym telefonem to gdy pojechaliśmy z rodzicami do pobliskiego miasteczka/wsi na wyprzedaże starych rzeczy i tam go miałam. Wracając do domu grałam w snake'a na nim.


Dałabym milion dolców by taki wciąż mieć :p Jako pamiątkę czy coś... Ale moja mama na pewno go wyrzuciła, albo sprzedała wieki temu. Jestem jak sroka - wszystko zostawiam, a ona odwrotnie.

Telefon komórkowy nabrał ogromnie innego znaczenia przez te nawet 10 lat... Tak się dziwnie o tym myśli, bo wtedy to naprawdę było narzędzie do komunikacji, a teraz to jest... Źródło posiadania "życia".

XOXO,
Vin.

17 października 2024

Intencja z rozrywką

Tak tęsknie za czasem, gdy nie wszystko było dostępne. Ale nie mówię o jakiś medykamentach czy cokolwiek - oczywiście, że za to jestem wdzięczna. Bardziej mi chodzi o... Rozrywkę. A dokładnie jak rozrywka teraz stała się czymś bardziej oczywistym niż zasłużonym.

Rozrywka już nie jest dla nas nagrodą za ciężki dzień, a stanem spoczynku. Telefon to kawałek rozrywki, którą co 5 minut już dostajemy, nie ważne co robimy - to wszystko się ukształtowało przez te hmmmm, 10 lat? Tak naprawdę od kiedy social media zaczęły wchodzić mainstream'owo w użytek, ok. 2012-2013. Ale wciąż nie każdy miał wtedy dane komórkowe wszędzie, a wi-fi w miejscach publicznych to była abstrakcja (w Polsce na pewno). By dostać tę odrobinę dopaminki jako nagrodę, człowiek musiał przeczekać 7 godzin powiedzmy w szkole czy na uczelni i dopiero wtedy po obiedzie można było z intencją zasiąść przed komputerem... I wsiąknąć.

Teraz? Włączenie komputera po obiedzie to żadna nowina - telefony nam skracają niecierpliwość. 

Pamiętam jak miałam z 11 lat i moim ulubionym czasem była pora po obiedzie (ok. 13:00 - 14:00), kiedy mogłam bez poczucia strachu, że mama wejdzie włączyć komputer i... Stracić siebie w wirze oglądania YouTube'a (speedpainty, animation memes, Ciumkaj Loczki ;p), rozmów na Skype, no.. Co ja jeszcze robiłam? A no, grania w Transformice. A dodatkowo mama często wymagała, bym siedziała z komputerem w salonie.

Raz koleżanka koleżanki wysłała nam na grupę na FaceBooku linka, w którego ja jako głupie dziecko weszłam i dostałam na całą przeglądarkę wielkiego jumpscare'a Jeffa The Killera, świecącego się w sposób, które dziecko z padaczką by nie przeżyło. Nie mogłam w ogóle wyłączyć przeglądarki, pozbyć się tego, a mama stała obok... Musiałam chyba wyłączyć laptop. Hehe..

Chciałabym mieć tę intencję, która kiedyś istniała... Albo to kłamstwo. Kiedyś istnieli ludzie uzależnieni, ale podczas gdy kiedyś były to jednostki, to teraz bycie uzależnionym od tych rozrywek jest normą, o której prawie nikt nawet nie wie.

Nie jestem idealna, pomimo że to wszystko mówię, wciąż mam media społecznościowe na telefonie, nawet jeśli tego nie chce. Po prostu teraz się wymaga od nas by każdy był w jakimś stopniu uzależniony. Każdy się na Ciebie dziwnie spojrzy jak powiesz, że usuwasz aplikację Instagram'a na telefonie na jakiś okres, albo że wolisz używać jakiegoś starego aparaciku, pomimo że masz iPhone'a 13. Albo że wkurza Cię cała digitalizacja. Albo, że wolałabyś mieć mp3, zamiast muzyki w telefonie!!!!!!!

By to wszystko zrozumieć, trzeba przejść jakiś typ przemiany i pogodzić się z tym, że będziesz czuć się jak stary dziad lub baba w młodym ciele. Albo w najlepszym przypadku millenials.

XOXO,
Vin.

16 października 2024

Może lepiej ubierać się dla nostalgii

 Tak... Dobrze to napisałam. W okresie mojej dobrze zapamiętanej aktywności internetowej 2015-2018 nie interesowałam się bardzo ubraniami, to co nosiłam to były no... Legginsy i jakaś losowa bluzka. Wow. Peak fashion ((Ale w sumie mam jedno zdjęcie (którego oczywiście nie mam tutaj!!!! A w domu!!!!!!!!! :( ), które wygląda jak jakieś 2014 tumblr....)). Jedyne kiedy patrzyłam na ciuchy to gdy szukałam ubrania dla oc (wtedy Lemi... Ona dostawała nowy ref co jakiś miesiąc - czyli nowe ciuchy w tym też), a wtedy Pinterest był moją kopalnią....


Czujecie tę nostalgię? To są identyczne stroje, które Lemi miała w swoim refie... Gdybym tylko miała przy sobie mój... Okej komputer stacjonarny w akademiku mam. Ale jest 22:15, nie będę go włączać!! Jutro mam na 8:15 wykład z technologii informatycznych. Nope.

Ale pytanie jest takie... CZEMU PODOBAJĄ MI SIĘ TE UBRANIA?!!? My wszyscy śmiejemy się z tych 2010s, ale dla mnie... To ma jakiś urok. They knew something we don't. Jakoś ta prostota a przy czym wdzięk coś do mnie mówi... Jakby... Oni umieli wtedy połączyć coś klasycznego z gracją? Coś takiego pomiędzy casual a elegant? Rozumiecie? Ja nie ale okej.

Ostatnio na uczelnie założyłam coś niemalże identycznego do tego:

Tylko mój sweter był czarny, zamiast legginsów miałam bardziej luźne spodnie a moja apaszka.. To był biały szalik. Było mi za gorąco, ale to przez sweter.... czułam się jak millenials, ale w sumie? Bez jakiegoś myślenia można stworzyć dość ładny look... Prawie nic nie robiąc.

Teraz wydaje mi się, że by ktoś pomyślał, że ładnie sie ubierasz to musisz się odstawiać. Przez tyle lat to właśnie robiłam, bo moim trademark'em było to, że oo Lena ubiera się zawsze ładnie... I zawsze musiałam to robić. Teraz od kiedy jestem na studiach.. Mam to w dupie. Dosłownie! Nie opłaca mi się ładnie ubierać, nikt i tak nie będzie na mnie patrzył albo będę siedzieć 2 godziny na wykładzie wciśnięta w drewniane ławki i tak.

Czy mój gust i styl ewoluuje, czy to taki kaprys nostalgii? To dość dziwne, że tak nagle czuję potrzebę powrotu do tych lat... Wcześniej ich nienawidziłam.... A teraz? Czuję jakbym przeżyła w nich całe swoje życie. A byłam dzieckiem.

Czy to jest jakieś psychologiczne?!?!?! Halo?!??!? Czy ja robię regres w guście? Trochę się o to boję.

Ale w sumie chyba dobrzy styliści widzą potencjał w każdej erze modowej ;P



PS. chyba zacznę tu pisać po polsku....

XOXO,
Vin.