Delikatne, ciepłe światło dobiegające z płomieni kominka rzucało swoje światło na niemalże każdy zakątek pokoju, niemniej jednak, najjaśniejszym punktem w tym momencie dla Parisa był Irmes. Gdyby tylko bożek nie miałby na sobie welonu, demon mógłby oglądać niewyraźne rysy na twarzy bożka, przyciemnione i rozjaśnione w idealnych momentach, jakby został on stworzony w całości na bazie złotej proporcji, w co Paris zagorzale wierzył. Niestety, nie mógł widzieć twarzy Irmesa. To też było w porządku - sama prezencja kogoś takiego jak on, była wystarczająca.
Mężczyzna obserwował ukradkiem jak płomienie odbijają się na nagim ciele, ułożonym przed nim wygodnie na oliwkowym szezlongu. Większość ciała Irmesa znajdowała się w cieniu, albowiem bożek ułożony był plecami do kominka. Nie przeszkadzało to demonowi by dostrzec całą nagość jego obojczyków, klatki piersiowej, brzucha, nóg i stóp. Jedynymi zasłoniętymi miejscami na ciele Irmesa była jego twarzy, kilka miejsc na których znajdowały się złote biżuterie i jedne ramię - zakryte ciemnym futrem… Należącym do wiernego obserwatora.
Przyzwyczajony do tego Paris, nigdy nie wiedział gdzie sięgał wzrok przyjaciela - i ten moment się tym nie różnił. Nie wiedział nawet, czy Irmes był w ogóle przytomny - mógł w rzeczywistości spać, co było naprawdę możliwe, albowiem nie raz Paris był świadkiem sytuacji, gdzie po ich zbliżeniu, ruchy bożka były widocznie wolniejsze, a sam Irmes jeszcze cichszy. Często zostawał w łóżku na kilka minut, nawet kilkadziesiąt, rzucając pretekst, że po ich seksie woli wychodzić jako ostatni z pokoju (nigdy nie udawali się ani nie opuszczali jakichkolwiek miejsc razem - było to oczywiste). Z natury demony mogą być dość głupie - jednak Paris łatwo doszedł do wniosku, że jego kochanek jest po prostu… Dość słaby i delikatny, a dodatkowo szybko dało się go zmęczyć, nawet gdy mężczyzna starał się być podczas stosunku nader wyjątkowo łagodny.
Tym razem ani Paris ani Irmes nie wychodzili z pokoju po zbliżeniu - zapewne przez to, że specjalnie pofatygowali się by dojść do kwater zamkowych, a więc wyglądało na to, że lenistwo i ciepło, do którego tak lgnął Irmes kazało im zostać tu na dłuższą chwilę… By popatrzeć na siebie, przypomnieć swoje grzechy i to, kogo ranią przez swoje chore pożądanie. Niemalże tak, jakby na sam widok drugiej osoby, czuli się jak w spowiedzi przed samymi sobą. Różnicą było jedynie to, że podczas gdy Irmes patrząc na Parisa widział swój żal i winę, to Paris patrząc na bożka nie widział swojej zdrady czy tej, którą zdradza, a odwrotnie - obraz obsesji i radości gościł w jego głowie. Obraz radości z cudzołóstwa.
Demon patrzył na swój mały, ale śliczny grzech rozciągnięty na szezlongu w niemalże wulgarnej, lecz wygodnej nagości - to nie tak, że nie był przyzwyczajony do niej, jednak było coś innego w negliżu podczas stosunku, a po. Nagość Irmesa w tym momencie nie była niczym seksualnym, a w prost odwrotnie - jego obnażone ciało i to, z jaką wygodą był on obnażony było po prostu… Śliczne. Niemalże pełne przeszywającej, przypadkowej gracji. Gracji, która peszyła tego, kto tylko ją odkrył - Parisa. To tak jakby sam bożek nie był świadom swojej ładnej prezencji i tego, że nawet jak się nie stara to każdy detal tego jak układa się jego ciało było anielskim obrazem wdzięku.
Paris nie wiedział co to znaczy „wygodna” nagość - nigdy nie spotkał się z sytuacją, gdzie po seksie siedział z kobietą tak po prostu nago - dla wygody, czy bez konkretnego powodu. Tak naprawdę demon nigdy nie spędzał czasu z kimkolwiek z kim dzielił kiedyś łóżko, natomiast od razu zasypiał by zawitać nowy dzień samotnie, ale z myślą, że nie zasnął sam. Nie chciał marnować czasu tych dziewcząt, a gdy szedł spać jak najszybciej szanse na to, że wyjdą gdy on będzie tego świadom były niskie.
A teraz… Oglądał nagość po której odbijało się światło z kominka. Oglądał ją bez powodu, pierwszy raz w życiu, dlatego też on sam nie był rozebrany - czułby wstyd, krytyczne oko tego, który widział tyle nagich sylwetek w swoim życiu co on wypił kieliszków whisky.
Futro, w które wtulona była ta boska wdzięczność z pewnością będzie teraz jego ulubionym - a jednak Paris wiedział, że będzie się bał uczucia tego akcesorium na sobie i wpadnięcia w jeszcze większą obsesję - towarzystwo Irmesa w każdym momencie jego dnia mogło mieć zabójcze skutki. Paris chciał się po prostu uchronić przed mgłą w mózgu, spowodowaną przez zapach peonii, który by mu nierozłącznie towarzyszył… A w domu, w swoim zaciszu będzie mógł spokojnie nosić to futro. Może nawet i z nim spać. Ale tak by nikt nie zobaczył. A zwłaszcza Celin.
Już nie mógł się doczekać, gdy tylko wtuli się tą puszystość, w której Irmes zostawił swój zapach, wspomnienia… Siebie.
Paris już nigdy nie będzie miał problemów ze snem.
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
Dawno mnie nie było, wiem - proszę mi wybaczyć! Miałam problemy ze zdrowiem przez miesiąc, ale powoli wracam do siebie. Jakoś.
A więc wstawiam tutaj mały fragment tego co napisałam jakiś czas temu i o tym zapomniałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz