6 grudnia 2024

04.06.2023r.

Bez Tytułu

Na niebie promienie białego słońca,
Pomimo pory, upału tu mało.
Lawina serca trwa bez końca,
Zimno miłości tchnienie zgasiło. 

Niby zimno mojej winy jest źródłem,
O sens walczyć nie chciałaś nawet.
Bawiłaś się twardym, pustym szkłem,
Które niewidocznych rys cały ma alfabet.

Myślę, że wrócę i Ty też.
Wrócimy do porcelanowej codzienności.
Odbudujemy mury swoich rozdrapanych wież
I wyleczę się z chorej bezsenności.

Pożegnań żadnych nie było,
Słownych, niesłownych, bliskich czy dalekich,
Więc walce samotnej ufać przyszło,
Na dłoniach, sercach i umysłach kalekich.

Więc długo i boleśnie czekam,
Tym czekaniem się okrutnie uniżam.
Coraz niżej, niżej,
Ciężej, srożej.

I do dna.

Vin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz