Bez Tytułu
Na niebie promienie
białego słońca,
Pomimo pory, upału tu
mało.
Lawina serca trwa bez
końca,
Zimno miłości tchnienie
zgasiło.
Niby zimno mojej winy
jest źródłem,
O sens walczyć nie
chciałaś nawet.
Bawiłaś się twardym,
pustym szkłem,
Które niewidocznych rys
cały ma alfabet.
Myślę, że wrócę i Ty też.
Wrócimy do porcelanowej
codzienności.
Odbudujemy mury swoich
rozdrapanych wież
I wyleczę się z chorej
bezsenności.
Pożegnań żadnych nie było,
Słownych, niesłownych,
bliskich czy dalekich,
Więc walce samotnej ufać
przyszło,
Na dłoniach, sercach i
umysłach kalekich.
Więc długo i boleśnie
czekam,
Tym czekaniem się
okrutnie uniżam.
Coraz niżej, niżej,
Ciężej, srożej.
I do dna.
Vin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz