19 października 2024

Modern au! Irmes i Paris- cz.1

Czerwiec 1997, piaszczyste drogi południowych Włoch

Kolejny dzień w miesiącu podróży Parisa, próbującego opuścić rodzinę. Ten dzień... Miał zmienić go na zawsze - pierwsze wydarzenie zmieniające tą monotonną drogę w nowy początek. Kiedy jechał swoim czarnym Buick'em LeSabre z 1990 roku (przerobionym na kabriolet w jego własnym domowym garażu) przez Włochy, zauważył... Dość nienaturalną... Dziwną postać. Samochód zwolnił, dopasowując się do tempa nieznajomego, który szedł swobodnie na uboczu. Wyglądał dość dziwnie w tej samotności, albowiem pobliska wioska lub miasto znajdowało się jakieś 100 km stąd, a wspomniana osoba nie miała ze sobą nawet plecaka, czy walizki. Irmes wyglądał jak twór tych piaszczystych dróg, który w jakimś mistycznym zjawisku nagle pojawił się z nikąd.

W ich pierwszej pogawędce Paris próbował perswadować Irmesa, by ten z nim pojechał, jednak nieznajomy grał z nim w gierki (Dlaczego miałbym ufać nieznajomemu w samochodzie wyglądającym na gangsterski?” „Albo to, albo zjedzenie zatrutych jagód na kolację” ...). Jednak pod koniec dnia przemierzali razem drogę, rozmawiając godzinami.  Och, Paris był po prostu samotny... Zmęczony byciem samym przez prawie miesiące... I mógł kłamać - widok tak pięknego nieznajomego, zupełnie samego na drodze - był zarówno fascynujący, jak i niepokojący dla mężczyzny. „A jeśli ktoś go skrzywdzi? Porwie? Albo... gorzej?”. Przecież było tyle możliwości!

Z każdą sekundą, którą Paris spędził z Irmesem - rozmawiając gdy miła bryza muskała ich twarze - czuł się, jakby rozmawiał ze starym, dobrym znajomym. Coś w Irmesie było takiego pocieszającego, sprawiając, że mężczyzna dzielił się całą historią swojego życia... A może przez brak towarzystwa od wielu miesięcy, Parisowi tak łatwo było zaufać innym, niemalże do stopnia desperackiej naiwności? A najlepsze, że podczas gdy mężczyzna opowiadał mu o wszystkim, Irmes milczał na temat swojej przeszłości i samego siebie. Dla Parisa nowy przyjaciel wciąż pozostawał mistyczną tajemnicą.

Pierwszego wieczoru, Paris zaparkował przy klifie z widokiem na krystaliczne a za to spokojne morze i złocisty zachód słońca. Oboje opuścili samochód i podparli się o przód samochodu, obserwując w ciszy barwy skupiające się na niebie. To był pierwszy raz kiedy mieli chwilę dla siebie i kiedy Paris nie był w połowie zajęty prowadzeniem samochodu, toteż mógł spojrzeć na Irmesa przez dłużej niż kilka sekund. Nie będąc w stanie zapalić papierosa, to własnie nowy kompan to zrobił własną zapalniczką. Niemniej jednak... Kiedy Paris był w stanie spojrzeć na Irmesa przez chwilę w tym momencie... Coś w nim pękło i zamiast zaciągnąć się papierosem, pocałował Irmesa.  

I... Paris nie wiedział, czy to był tylko instynkt, a może poczucie samotności... Naiwny umysł, który bawił się z nim, szukając przywiązania do kogoś, byle tylko nie być sam... Ale Irmes był inny, niemalże jak widmo wybawienia w tym okropnym czasie i w pustkach Włoch. Czuł, że należy do jego życia.  Można się domyślić, że nie skończyło się tylko na pocałunku.

„...Znam cię jeden dzień” 

„I przez cały ten dzień chciałem cię pocałować”.

I tak zaczęło się ich życie. Irmes nigdy nie wiedziała, dokąd jedzie Paris - podobnie jak on sam. Tak właśnie wyglądało ich życie - nigdy nie mieli swojego miejsca w życiu i na Ziemi, tylko na siebie mogli liczyć i tylko siebie mieć. Poczeli niemal rozkoszować się błogością nie martwienia się o nic - w końcu nie mają nikogo ani niczego, do czego mogliby wrócić.

Ich pierwsza „prawdziwa” randka miała miejsce podczas koncertu z elementami festiwalu (wiecie, open air, jakiś diabelski młyn, dzikie światła, popcorn i te sprawy) - Irmes zauważył go w oddali, gdy jechali nocą. Zapytany, dlaczego tak go to podekscytowało, odpowiedział z szerokim uśmiechem: „Tutaj możesz zachowywać się jak 10-latek bez myślenia o tym co kto myśli, no bo inni też zachowują się jak palanci, więc jesteś usprawiedliwiony”. Spędzili noc spacerując ścieżkami, słuchając głośnej muzyki, obserwując ludzi z piwami i kolorowymi światłami w tle.



 
XOXO,
Vin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz