Ale co się zmieniło?
Ostatnio ciągle siedzę w przeszłości, no shit sherlock - siedzisz w niej od jakiegoś 2019 - okej okej, dajcie mi wytłumaczyć! Moja poprzednia przeszłość zawsze się odnosiła do estetyk itp. których tak naprawdę nie znam i nigdy już nie przeżyję. 19. wiek, 20. wiek... Nie byłam do tego wszystkiego mentalnie połączona, a jak niby miałam być? Dla mnie to było tylko prostolinijne myślenie - oo jakie ładne... Chce tak się ubierać! I basta.
Ale... Ostatnio styl stał się dla mnie czymś więcej, niemalże czymś specjalnym... Tak - może ubierałam się wcześniej ładniej i wciąż lubię ubrać się jak jakaś babka z lat 50., ale to nie jest coś co sprawia, że czuję się aż tak dobrze - czasem nawet zniża to mój poziom pewności siebie, bo czuję się obserwowana, a dodatkowo z jakiegoś powodu czuję na sobie zarzucony rys samej siebie poprzez to jak się ubieram.
To co powiem, to jedynie moja subiektywna opinia bazowana na własnych przeżyciach i uczuciach.
Gdy ubieram się jak "tradwife" czy własnie w taki "modest" sposób, czuję się jakbym odbierała sobie pewność siebie, taką wewnętrzną moc... Bo czuje że ludzie będą patrzeć na mnie z góry, czuję się po prostu jakbym naprawdę była tą tradwife. Nie chodzi tu o długie spódnice, które kocham! Chodzi o coś innego... Ten taki typowy nawet bym powiedziała dziewczynkowy sposób ubierania, gdzie sprawia, że sama czuję się jakbym naprawdę była tą dziewczynką.
W porównaniu powiem też inną sytuację:
Mój styl też przemienił się w bardziej elegancki i taki... Dorosły (full black, ołówkowa spódnica, draperie i bardziej bawienie się minimalizmem), ponieważ wtedy czułam się jakbym serio była ważna. Taki strój + wysokie głośny buty dodawały mi kopa w dupę i dumności, zawsze się czułam dobrze tak wyglądając... Jak jakaś tajemnicza nieznajoma na ulicy... :P
To są te różnice, które jednak dla mnie mają wielkie znaczenie i bardzo wpływają na mnie samą. Lubię ładny, vintage styl, ale to co z nim się niesie dla mojej psychiki jednak wprawia mnie w słabsze poczucie pewności siebie.
A więc - dochodząc do sedna. Przestałam ubierać się tylko dlatego, że coś lubię.
Wszyscy mówią "jak podoba Ci się ten styl, to go noś" - jednak po raz pierwszy chyba nie zgodzę się z nim, ponieważ czasem to może odebrać Ci wolność - narzucić jakieś limity, ramy - tym bardziej w mojej sytuacji, gdzie jestem osobą, która uwielbia z 20 stylów, które są swoją odwrotnością. Ja lubię być wszystkim naraz, a każdy patrząc kiedyś na mnie uznawał, że gardzę dobrą parą spodni, lub zwykłą bluzką. Nie, widzę w wielu rzeczach potencjał - pomimo, że nie każdy styl lubię (streetwear, albo nie podoba mi się np. combo duży sweter i długa prosta spódnica)
Teraz potrzebuję czegoś, co dopełni moją sferę emocjonalną - niemalże będąc jak terapia.
Lata 2000. pomimo, że niecałkowicie świadomie przeze mnie przeżyte, mają w sobie estetykę i te wspomniane własnie combo pewności siebie, które potrzebuję! A dodatkowo jest to styl ogólnie łączący dużo innych starszych estetyk, które uwielbiam. Draperie np. czy wybujałe, odpalone biżuterie. To takie wprowadzenie do mojego umysłu...
Lata 2010.
Moja ostatnia obsesja od kilku miesięcy... Od kiedy zaczełam wsiąkać w technologię z tamtych lat, moje własne przeżycia...
Zaczęłam analizować to, co przydarzyło mi się w tych dla mnie burzliwych latach i jakoś... Zaczęłam tęsknić za czymś, co powinnam nienawidzić. Narasta we mnie dziwna tęsknota za tymi latami, jakaś nostalgia, gdzie doceniam wtedy tę modę, widzę w niej dużo uroku, który może jest tylko przejawem nostalgii?
Albo po prostu ludzie założyli łatkę np. takiemu roku 2017, że ubrania były takie śmieszne i nudne? Tumblr girl era? Pamiętacie jak każdy chciał tak żyć?
Teraz przeglądając te ubrania... Mogłam wtedy ubrać się dość prosto, a to miało swój urok i czar. Nie musiałaś czuć się niewygodnie, by ładnie wyglądać (w większości - nie mówię o butach...).
W tym musi być spora część psychologii. Nie uwierzę komukolwiek, kto powie, że nie. Jestem przesiąknięta tym co było i mineło - może po prostu nie chce być dorosła. Zawsze byłam tą młodszą córką, w swoim dziwnym świecie, która chichotała do komputera... Chyba nie widzę już siebie inaczej. Wciąż czuję się jak ta 12-13 latka.
Tak, ubolewam - bo życie się toczy dalej. Ubolewam bo świat staje się straszny, nie tylko dla mnie ale dla ogółu.
A ja? Próbuje przywrócić małe cząstki beztroski. Tu już nawet nie chodzi o estetykę, czy robienie czegoś na pokaz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz